Przypadek Pawła Kukiza, kandydującego na fotel Prezydenta III RP, może dać wiele do myślenia.

Nie oceniam Pawła Kukiza i jego programu – w założeniu szlachetnego i mającego nieść zmiany w polskim życiu politycznym. Choć (programu), w dużej mierze, populistycznego.

Tym niemniej…
Paweł Kukiz – jako Prezydent – miałby jeden podstawowy (i nie do przeskoczenia) mankament. Mankament ów to brak jakiejkolwiek reprezentacji w Sejmie. Nawet największa liczba ludzi popierających, nie ma nic do powiedzenia, w szrankach sejmowych.

Czyli, sytuacja (po ewentualnym zwycięstwie Pawła Kukiza) wyglądała by tak, że Prezydent miałby przeciw sobie dwa największe ugrupowania sejmowe. Poza innymi – mniejszymi. Prezydent, który jest z definicji, przeciwny obecnemu ładowi (nieładowi?) politycznemu, nie ma co liczyć na jakąkolwiek taryfę ulgową. Żaden poseł nie zagłosuje na cokolwiek, co by mogło byś skierowane przeciw niemu. Przykładów na to było już wiele.

Sytuacja, w której Sejm będzie blokował wszelkie (no…) inicjatywy prezydenckie – jako zagrażające obecnemu status quo, a Prezydent będzie blokował wszelkie (no…) inicjatywy klubów poselskich, jako gruntujące obecny stan – grozi kosztownym patem politycznym, społecznym i ekonomicznym. Oczywiście, o ile Paweł Kukiz (na fotelu Prezydenta) nagle nie zmięknie i nie zacznie się układać z dotychczasowymi przeciwnikami. Co by się mogło zdarzyć, człowiekowi, który nie jest odporny (bo skąd?) na samodzielne ponoszenie konsekwencji swoich decyzji.

Oczywiście, jest możliwość powołania nowej partii (Pawła Kukiza), która miałaby jakąś reprezentację w Sejmie.

Tyle, że…
Na najbliższe wybory do Sejmu – nie da rady, bo jest zbyt mało czasu. Utworzenie, rozpropagowanie, stworzenie struktur i (jeszcze do tego) zdobycie funduszy – to praca na długie miesiące, o ile nie na lata.

Czyli, najbliższym możliwym terminem, w którym (być może) Paweł Kukiz miałby reprezentację w Sejmie, jest rok 2019.
A przez najbliższe cztery lata?
Prezydent – samotnik.
Szlachetny (wierzę w to) w swoich pierwotnych zamiarach, nieprzejednany (?) dla obecnego układu i… zagubiony.

Oczywiście – znajdą się zastępy doradców, podszeptywaczy i poklepywaczy. Tyle, że oni będą ciągnęli na swoją a nie kukizową stronę. I tak, po pół roku (no, może roku) Paweł Kukiz wraz ze swoim programem generalnych zmian, rozwodni się, rozmydli i zblaknie.

I nie będzie w tym winy Pawła Kukiza. Nie jest on politykiem, nie ma doświadczenia w poruszaniu się po tym bagienku, jakim są kuluary polityczne, kluby, koterie czy też wreszcie wszelkie, zwykłe układy kolesiowskie.

Nie życzę panu Pawłowi ani źle, ani dobrze. Uważam nawet, że jego program (?) jest pewną burzą, która by mogła oczyścić atmosferę polskiego świata polityki. O ile, będzie merytoryczny a nie emocjonalny.
I to jest problem.

Mogłaby, gdyby Kukiz miał za sobą więcej niż tylko ludzi z ulicy.
Z ludźmi, z ulicy, nie da się zmieniać głosowań – na sali sejmowej.

Z nimi, można jedynie, zrobić rewolucję.
(a to, już jest zupełnie inna bajka)