Wczoraj, umówiłem się z moim (lekko, ale jednak) młodszym braciszkiem, że zadzwoni dzisiaj, jak będzie wyjeżdżał na cmentarz.

Godzina 11:00 – telefon. Dzwoni brat, że spotkamy się o 14:00. Ja mam do cmentarza (+/-) pięć kilometrów, więc luzik.

Godzina 12:00 – telefon.
Brat dzwoni. Pyta gdzie jestem.
Ja mu na to zgodnie z prawdą, że w domu.
No, i afera!

Że jak to, że on już jest, że sobię kpię chyba…
Początkowo mnie zatkało.
Ale powoli wszystko się zaczęło wyjaśniać…

Kochani!
99,9999% ludzi – pomijając tych, którzy przebywają w ośrodkach dla umysłowo opóźnionych – dało sobie radę z przesunięciem zegarka, o godzinę w tył.

Mój brat (wyższe wykształcenie – prawnik) oczywiście, nie dał rady.
Owszem – przesunął, ale do przodu. Takie, przerośnięte dziecko specjalnej troski.
……………………..

Przed cmentarzem hektary różnego rodzaju roślinności do kupienia.
Podchodzimy, brat bierze spory zagajnik (identyczny jak inne) mini chryzantem i…
– Te kwiaty to myśmy pierwsze oglądały!
Sześćdziesiątki (dwie) – dość dofinansowane, sądząc po jakości eleganckich futer.
– A my je kupimy – brat spokojnie.
– Ale myśmy je zarezerwowały!
Pytam sprzedawcę o tę rezerwację – nic o tym nie wie.
Brat daje kasę i bierzemy roślinność, zapakowaną w torbę foliową.
Odchodząc słyszymy tekst:
– To głupie chuje.
(koniec scenki)

Nie reagujemy. Co tu odpowiedzieć na takie dictum?
Można by było zahaczyć coś o damską kanalizację, ale (o dziwo) ignorujemy solidarnie. Chyba doroślejemy.
………………………

A największy ruch na cmentarzu gdzie?
Szeregowa zabudowa (na miarę czasów) domków systemu Toi-Toi.
Ludzie!
Co tam się dzieje.
Kolejki, jęczące matrony, spięci panowie, dzieci luzem i grupkami ze łzami w oczach. Przepychanki (pani tu nie stała), błagania (ja nie wytrzymam) i wszelkie, chytre sposoby Polaków na to, aby zawładnąć wymarzonym domkiem – możliwie jak najszybciej. Sam też odczuwałem pewien gastryczny niepokój, ale zniechęciło mnie to pandemonium na tyle skutecznie, że dowiozłem do domu.

Na cały Cmentarz Północny – czyli dla armii ludzi – sześć kabin.
A przynajmniej, ja więcej nie zauważyłem.
………………………

U Staruszków – bez zmian.
Poczyściliśmy trochę, ułożyliśmy kwiatki, zapaliliśmy znicze.
Powspominaliśmy trochę Mamę i Tatę.
Użyczyliśmy jakiejś pani zapałki – na zawsze.
Zastanowiliśmy się kiedy nasza kolejka, ale jakoś nie doszliśmy do sensownych wniosków.

No, i tyle.