Jako, że otrzymałem kilka pytań na temat mojego odżywiania się (w ostatnich trzech tygodniach) – piszę, co następuje:
Odżywianie się, jedynie owocami i warzywami, ma dwa podstawowe rozdziały.

Pierwszy z nich to „praca z głową”.
Własną głową – oczywiście
Mózg jest konserwatystą i jako taki, źle znosi wszelkie zmiany. Taka jego konstrukcja i nie poradzimy nic na to. Możemy jednak trochę „porozmawiać” z nim. Może nawet troszkę się „potargować”.
Wiem, że brzmi to, od razu, niezbyt dobrze.
Szczególnie dla tych z Was, którzy traktują swój organizm jak bezrozumną maszynerię.

Tym niemniej, trzeba pamiętać, że to mózg (i jego przekonania) mają wpływ na to, jak będzie pracowała reszta.
Tak, w skrócie.
U mnie ważne jest przekonać mózg, że robię coś (dla niego) pożytecznego.
Rozmowa, jak z dzieckiem. Pokazuję mu, jak mój organizm „odetchnie”, o ile zdejmiemy (razem!) zbędne kilogramy. Robię taki specjalny czas, w którym wszelkie moje działania gastronomiczne (również przygotowanie potraw!) jest czasem ważnym i korzystnym. On (mózg) wtedy wie, że to dla wspólnego dobra i… współpracuje.

To, co napisałem do tej pory, wygląda pewnie dziwnie. Ale tak to (najlepiej) działa.
Zresztą, nie tylko w przypadku zmiany nawyków żywieniowych.
Współpraca z własnym mózgiem, jest korzystna w przypadku podejmowania każdego działania, które jest dla mnie ważne.
Efekty są lepsze, szybsze i mniej trzeba się napracować.

Drugi rozdział to pożywienie.
W zasadzie, nie ma tu jakiejś (u mnie) specjalnej szkoły. Każde warzywo i każdy owoc, jest dobrą metodą.
Oczywiście – w ilościach rozsądnych.
Jem, żeby nie odczuwać głodu a nie, żeby się najeść „do pełna”. Kilka razy dziennie – po trochu. Surowe i gotowane. W całości i rozdrobnione. Ewentualnie – gęsty koktajl na maślance.
Oraz… w każdej postaci.
Występujące na naszym rynku owoce i warzywa (szczególnie latem) mają komplet tego, co mi potrzebne do życia. Witaminy i sole mineralne. Można spokojnie przeżyć na tym bardzo długo, bez zmartwień o kondycję organizmu.

Dla pocieszenia powiem, że kiedyś nie jadłem wcale przez 50 dni i…
Wszystko było OK!

Pewnie dobrze by było jeszcze dodać trochę ruchu.
Szczerze powiem, że ja nie dodawałem nic, ponad normalną aktywność fizyczną.
Czyli niezbyt dużo.
Mimo to, przez trzy tygodnie, schudłem siedem kilogramów.

Mam nadzieję, że komuś pomoże ten post.
Powodzenia.

P.S.
Ważne, żeby nie wbijać sobie do głowy, że jest to jakieś przykre ograniczenie.
Pamiętajcie, że to jest nagroda dla organizmu, a co za tym idzie – DLA WAS!