Jakoś mam tak ostatnio, że siedzę do późnej nocy.
Tak sobię siedzę i czasami (w tle) ciężko pracuje telewizor. Ciężko i bezsensownie, ponieważ i tak nie śledzę.  Tym niemniej, bywają taki chwile, że coś przykuje moją uwagę. A to obrazem jakim pięknym, a to słowem jakim nieprzystojnym…
Przykuło wczoraj – nocą.
Obrazem i słowem.

Niejaki (za przeproszeniem) wróż Maciej.
Człowiek, który mówi (!), że przy pomocy kart Tarota, przewiduje przyszłość dzwoniących do niego osób.

Jako, że jestem chłopaczyną z tej półki, którą nazywam Zabawa z Energią – szczególnie uwrażliwiony jestem na wszelkiego rodzaju próby manipulacji jej elementami. Piszę „próby” bo konkretnych manipulacji widziałem (w życiu) raczej niewiele. A i tak, w większości, to były moje.

Ale, do rzeczy…
Niejaki Maciej (nie piszę „wróż”, żebym palca sobie nie złamał) jest klasycznym przedstawicielem nurtu żerującego na naiwniakach.
Powiedz mi swoje imię i nazwisko a powiem ci jak się nazywasz.
Czyli, prowadź rozmowę tak, abyś powiedział jak najmniej a twój „klient” – jak najwięcej.
Do tego jeszcze trochę socjologii (tu brawa!) dla mas i statystyki z ludzkich żywotów.
Tu akurat, Maciej jest dobrze przygotowany i potrafi zrobić z tego pożytek.
Tylko, po co on te karty męczy?

Tarociści wszystkich krajów – łączcie się!
Pogonić chwasta!

Maciej jest jeszcze dodatkowym fenomenem.
Fenomenem autokreacji.
Mniej, więcej 50% czasu poświęca na opisywanie swojej sylwetki, I to w ten sposób, że (w zasadzie) po godzinie wysłuchiwania tych bredni, nawet rozsądny człowiek zaczyna popadać w stan lekkiego odurzenia.

– Jestem najlepszy i jedyny ponieważ jestem jedyny i najlepszy – to, w skrócie, mechanizm samonapędzający sylwetkę naszego zucha, Macieja.

I to wszystko dostajecie za te, jedyne parę złotych.
W przypadku pilnym – za jedyne kilkadziesiąt – tak, tak!

Powiem szczerze, że czasami jestem zażenowany.
I wcale nie takimi „wróżami Maciejami”. On jest, po prostu jednym z tych, którzy znaleźli sobie fajny patent na zarabianie kasy.
Zażenowany jestem naiwnością ludzką.
Wiem, że czasami wynika ona z głupoty, czasami z ciekawości a czasami z desperacji.
Tyle, że tacy „Macieje” mogą być również powodem sporych problemów.
Oczywiście, problemów nie dotyczących ich samych a ich „klientów”.

Bo bawienie się ludzkim życiem, ludzką psychiką i ingerowanie w ludzkie losy, to jest zabawa dla nielicznych.

Jako ktoś, kto liznął trochę (naprawdę – jedynie trochę) klimatów energetycznych – nie naśmiewam się z samej idei antycypacji czy określenia pewnych spraw w sposób mniej standardowy. Tyle, że do tego typu „zabaw” trzeba bardzo sporej energii wewnętrznej, wiedzy i „bycia w punkcie”.
Każda, tego typu sesja, to olbrzymi wydatek energetyczny, długi powrót i karuzela emocji.
W każdym przypadku, wszędzie i dla każdego, kto cokolwiek potrafi, w tych klimatach.
Dla mnie – przykładowo; TUTAJ

Maciej jest jedynie komikiem.
Klaunem, który nielicznych rozbawia a znakomitą większość oszukuje.

A przecież, powinno być zupełnie odwrotnie!