Nasunęła mi się pewna refleksja podczas porannego odkurzania mieszkania.
Refleksja o tyle ważna, że będąca pewnym sklamrowaniem dość długiego pożycia małżeńskiego.
Chodzi mi mianowicie o użycie słowa „kochanie”, w stosunku do współmałżonka.
W tym przypadku – faceta.

Dokładnie, chodzi o pewną ewolucję zastosowania zwrotu, w kontekście upływającego stażu małżeńskiego.

I tak, lata początkowe związku (jakiegokolwiek) charakteryzują się tym, że zwrot „kochanie” używany jest, przed/w trakcie/po, sytuacjach ogólnie określanymi jako intymne. Nawet, jeżeli słychać przez ścianę lub (latem) na pół podwórka.

Ona, mówi „kochanie”, wdzięcznie wysuwając odwłok spod kołdry lub poprawiając kciukiem ramiączko od stanika. Oczywiście metod kuszenia jest znacznie więcej, tym niemniej nasze, kluczowe słowo jest jednym z afrodyzjaków, powodujących znaczne ukrwienie ciał jamistych, stuki w psychice i poruszenie całej tej, rozmemłanej duchowości.

Miłym wspomnieniem jest również owo „kooochaaaaanieeeeeee!” które puentuje udaną symulację prokreacji.

I tak to, w pierwszym okresie (krótszym lub dłuższym) wzajemnego dzielenia trosk i radości, omawiane słowo jest kluczem do tego, aby stawały się w mężczyźnie zjawiska miłe – zarówno w sferze fizyczne, psychicznej jak i duchowej.

Ale czas sobie płynie…

Przychodzi w końcu taki moment, że relacje małżeńskie trochę się radykalizują. Radykalizuje się również język komunikacji. Ten niewerbalny (ech, gdzie te ramiączko od stanika?) i ten werbalny – tu ograniczę się do zastosowania słowa tytułowego.

I tak, w sposób niezauważalny, aczkolwiek nieuchronny, nasze „kochanie” zaczyna być narzędziem do celów zupełnie nie przewidzianych przez frazeologów.
Kobieta, chcąc osłodzić szarganie przewodniej roli mężczyzny, używa tego klucza, jako zmiękczacza sytuacji.

I tak:

– Kochanie, odkurz mieszkanie.
– Kochanie, umyj okna.
– Kochanie, idź i kup…

Przykłady można mnożyć. Ci, którzy są już jakiś czas w szrankach małżeńskich, znają je na wyrywki. W dodatku, z latami, sytuacje mają to do siebie, że się mnożą.

Reasumując:
Słowo „kochanie” zaczyna służyć do sprowadzenia nas, do roli pantofla (laczka) domowego.
W sposób miękki i przebiegły.

I na tym polega jedna z zasadzek życiowych.