Dużo lepiej się śpi na drobnym żwirku. Poprzedni (taki przezroczysty) przeszkadzał bardziej.
Żwirek do łóżka dociera (oczywiście) dzięki naszemu pupilowi.  Kot Aleksander nie ma w zwyczaju zadbać o to, aby po wyjściu z kuwety, wytrzeć sobie nogi i powyciągać żwirki, z futra na łapach.

Tak więc…
Klocek albo siku, po tym – drap, drap i…
Pod kołderkę!

Z całym tym towarem, który uda mu się donieść w futerku.
Oczywiście, nie ma możliwości, żeby mu to jakoś wytłumaczyć.
Trzeba się przyzwyczaić.

Zresztą, na plaży człowiek leży na samych, takich żwirkach i jeszcze sobie chwali.
Nie ma więc, co histeryzować, jak wypadnie leżeć jedynie na kilku.

Od rana (kolejny n-ty raz) kot Aleksander spacyfikował półkę nad moim wyrem. Robi to specjalnie! Tak, tak…
Taka zabawa w badanie cierpliwości służby.
Miejsca na półce ma sporo ale tak się zakręci, tak się zatroszczy, że większość gadżetów leci na wyro.
Jak tam pójdę to siedzi a minę ma niezwykle zafrasowaną (wredota!) i taką na temat:
„No i patrz co się znowu narobiło”
Zero poczucia winy.
W kocie, chyba nie na miejsca na tego typu odczucia.

Albo jak zasypiam.
Przyjdzie do łóżka i stoi. Tak, z minutę.
Jak nie reaguję, zaczyna mnie hipnotyzować wzrokiem.
Oczywiście, stoi mi przy samej głowie, więc ma duże szanse na sukces.

Generalnie, chodzi o to, abym położył rękę wzdłuż ciała. Wtedy on się położy między ręką a moim bokiem.
Ogrzewanie z dwóch stron.
A to, że ja leżę godzinę bez ruchu, zdrętwiały i z komfortem godnym łotra na krzyżu – nic nie szkodzi.
Koteczek musi mieć wygodnie i ciepło.
Szczęście, że po pewnym czasie mu przechodzi i idzie sobie do kaloryfera.
I tak, co noc!

Dodatkowo, kot Aleksander dba o to, żebyśmy się wysypiali.
Jak za długo nie idziemy do łóżek – daje nam do zrozumienia, że on już by sobie poleżał z (dowolnie wybranym) człowiekiem.
Gapi się, to na nas to na łóżko. Miny robi różne. Kręci się, burczy coś (brzydkie wyrazy?) pod nosem…
W końcu, jak idziemy lulu – kot szczęśliwy.

Jeszcze polata, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie spiskujemy coś przeciw ciszy nocnej. Jeszcze światło zgasić, telewizor wyłączyć…
No, wreszcie wszystko po kociemu!

Co my byśmy zrobili bez tego kota!

To tyle – z ostatnich dwunastu godzin

P.S.
Zakupiliśmy taki, specjalny dywanik przed kuwetę. Ma on zatrzymywać żwirki.
Jak ja będę teraz spał?