Hindusi, stosując się przez wieki do swoich reguł – tak chętnie naśladowanych obecnie – dorobili się nędzy, głodu, chorób i… bomby atomowej. Kulturowo – srania na peronach i torach kolejowych oraz – gdzie popadnie.

Indianie, stosując się przez wieki do swoich reguł – tak chętnie naśladowanych obecnie – dorobili się marginalizacji i duchowości kuglarskiej. Kulturowo – alkoholizmu i narkomanii.

Afrykanie, stosując się przez wieki do swoich reguł – tak chętnie naśladowanych obecnie – dorobili się głodu, chorób i wojen o wszystko i ze wszystkimi. Kulturowo – stado w najgorszym wydaniu.

Europejczycy, stosując się przez wieki do swoich reguł – coraz mniej naśladowanych – dorobili się dyktatury przedmiotów i plastiku umysłowego. Kulturowo – szkoda gadać.

To jest uogólnienie, ale jest na tyle dominujące, że nawet jeżeli istnieją przypadki pozytywnych wyników (w XXI wieku) – możemy je spokojnie pominąć, jako nic nie dające ogółowi pozostałych wyznawców owych reguł. Pod hasłem „reguła” umieszczam wszelkie wiary, wszelkie wiedze lub inne pseudo-drogi dla mas i jednostek. Jak widać (a nawet nie trzeba się aż tak uważnie przyglądać) wszelkie ideologie powstałe w czasach ostatnich +/- 2000 lat – nie zdały egzaminu. W sensie społecznym i jednostkowym. Bo bycie uwstecznioną jednostką w „postępowym” społeczeństwie – to samobójstwo. Tyle, że przeciągnięte w czasie. I tak, mało elegancko i bez klasy – wszelkiej maści „hinduizmy, indianizmy, afrykanizmy, chrześcijanizmy” i wiele innych – odsunięte zostały (lub zostają), jako twory słabe energetycznie i nieprzystosowane do tego, że człowiek i czasy są rozwojowe. Pozostawanie w świecie dogmatów, nakazów, zakazów czy obietnic bez możliwości autoryzacji słało się domeną pewnego rodzaju umysłowego bałaganu i lenistwa. Domeną schyłkową i bez widoków na przyszłość.

I to są fakty – moi drodzy. Żadna prawdziwa (!) wiara lub wiara/wiedza (!) nie powinna ugiąć kolan przed sprawami przemijającymi – jeżeli nawet są one powszechne. Bogowie, bożkowie, święci i wszelkiej maści oświeceni w różny sposób – powinni być silniejsi, jako „ponad i mimo”. Oczywiście, o ile którykolwiek z nich byłby na tyle mocny (prawdziwy) energetycznie, jak się to im przypisuje. A przecież się przypisuje. Oczywiście – można sobie dorabiać i do tej sytuacji mnóstwo ideologii i tłumaczeń. Ale w zasadzie, wszystko to pada, jeżeli spojrzymy przez okno.

A tu nagle…
No, może nie tak nagle. Pojawiają się całe rzesze ludzi, którzy postawili sobie za zadanie zachęcić do kolejnej celebracji tego, co się już raz nie sprawdziło. Bardziej lub mniej „na poważnie”. Przeważnie mniej, bo owe naśladownictwo w większości przypadków ogranicza się do „wariantu rozrywkowego” – czyli kultywacji pustych obrzędów lub naśladownictwa w zakresie nie wymagającym większych poświęceń. Tacy ćwierć-Indianie, 1/8-jogini czy 1/16 szamani. Na tyle, na ile nie zakłóca to normalnej egzystencji europejczyka XXI wieku. Zabawa w…
I jest to fajne, bo urozmaica nudę czasów, bo zbliża ludzi, bo pozwala na ciekawe spędzenie weekendu. I nic więcej!
No i… na szczęście!

Branie na poważnie (pomijam idiotyzm przeszczepienia na obcy/wrogi grunt) tego typu idei i zasad – rodem z zamierzchłej przeszłości – to dobra droga do…
No właśnie – może mi ktoś z Was powie?

Tylko proszę mi nie bredzić o „rozwoju duchowym”!

Jest pewne wyjaśnienie na modę (no – przecież nie; wiarę), która obowiązuje w niektórych kręgach. Ale jedynie takie moje i dla mnie. A wyjaśnienie to nazywa się „egzotyka” – czytaj; brak przykrych konsekwencji. Brak konsekwencji za to, co w czynie, mowie i myśli. Bo dużo łatwiej poruszać się z zakresach spraw dalekich i dawnych. Sprawy bliskie i obecne, są bardziej niebezpieczne – bo sprawdzalne. Mętne wody to dobry obszar do poudawania wiary, wiedzy czy rzekomych umiejętności.
To ta sama zasada, która każe ronić łzy nad wymierającym gatunkiem w dalekiej Amazonii – bo to kosztuje jedynie tyle, ile poklepanie w klawiaturkę. Natomiast uratowanie jednego psa czy kota przed uśpieniem w naszym schronisku…
Co to, to nie –  zdecydowanie zbyt blisko! Trzeba by coś zrobić. A to przeważnie nie jest w planach „dobroczyńców świata”.

Tak jak i w „duchowościach”. Zdecydowanie – sprawy odległe, w czasie i przestrzeni, są nam dużo bliższe. Wszelka egzotyka – mile widziana. Najlepsza jest taka, o której niewiele jest wiedzy. Wtedy można pobrylować w towarzystwie. I w miarę bez wysiłku i pracy własnej.

Oczywiście – tak jest przeważnie, bo nie do końca – zawsze.

A przecież u nas – w Polsce XXI wieku – tuż za oknem jest wszystko to, czego można sobie życzyć. Wszelkiego rodzaju „drogi”, „ścieżki” czy inne sposoby na poznanie. Energii.

Ale to takie – zbyt pospolite i zbyt swojskie.
Pewnie nic nie warte.
Prawda?