Stoję sobie pod filarem i oglądam pląsające pary. Sylwester jak Sylwester.
Goście – w  zasadzie pierwsze trzy setki z listy najbogatszych Polaków.
Panowie, mimo to – na luziku. Panie eleganckie ale uśmiechnięte i bardzo przyjazne.

Moja Wierna (…) Małżonka pląsa z prezesem polskiej nafty w sposób dość dla mnie niepokojący…
Ale co tam. Raz w roku można poszaleć.
Ja popijam drinka w kolorze niesprecyzowanym i palę sobie papieroska. Jest miło, wesoło i mimo specyficznej grupy ludzi – dość rodzinnie. Bez specjalnej bufonady i szermowania nowobogactwem. Do toastu jeszcze zostało kilka minut.

W pewnej chwili podchodzi do mnie bardzo młoda panienka. Wiem, że to córka jednego z prezesów. Tego, który rządzi u nas dużą stacją telewizyjną.

– Tańczysz? – ona do mnie.
Minka niby taka niewinna, ale daje się zauważyć, że diabeł tu ją podprowadził…

Powiem szczerze, że bez odpowiedniej dawki alkoholu tańczę jak zepsuty manekin. Takie braki z czasów, kiedy to wszyscy koledzy szaleli na prywatkach a ja czytałem, grałem w szachy i zajmowałem się wieloma niepopularnymi wśród ówczesnej młodzieży sprawami.

– Jestem Piotr i powiem szczerze, że brakuje mi tak jeszcze ze 300 gramów do tego abym wystartował – ja na to spokojnie trzymając jej ciepłą dłoń. Może nawet trochę za długo, ale… ona też nie cofnęła ręki.

– To co robimy? – padło pytanie, które trochę mnie zbiło z pantałyku.

Zupełnie tak, jakbyśmy byli tu umówieni.

– Czekamy. Czekamy na nowy i lepszy rok – ja na to – Może poczekamy razem. Wejście w nowy rok, z taką piękną dziewczyną jak ty, to chyba by był dobry prognostyk na przyszłość.

Uśmiechnęła się. Orkiestra rozpoczęła nowy, tym razem wolny kawałek. Taka pościelówa rodem z jakiegoś wyciskacza łez. Ani się nie zdążyłem zorientować a już mnie pociągnęła na parkiet. Moja Wierna (…) Małżonka, w objęciach kolejnego rekina rynku (tym razem od budownictwa) pokręciła głową jakby z uznaniem i puściła do mnie oko.

Dziewczę przylgnęło do mnie jak topielec i po chwili poczułem zapach dobrych perfum, jej młode ciało na mojej podupadłej klacie i lekki zawrót w głowie…

– Nie chce mi się tu długo siedzieć – powiedziała mi cicho na ucho – urwiemy się i pojedziemy do mnie?

Stary lew zbudził się we mnie. Przycisnąłem ją trochę mocniej. Poddała się temu i z zamkniętymi oczyma i odchyloną głową kręciła się ze mną powoli w takt melodii…

Zaryzykowałem dla rozładowania atmosfery.
– Ale ja od ściany, OK.?

Uśmiechnęła się lekko i odpowiedziała zmysłowo.
– Nie będzie żadnych ścian. Tylko ty i ja… Uciekamy zaraz po toaście.

Poczułem jak mi się robi dość ciasno w lewej nogawce. Przy okazji szycia następnego garnituru muszę porozmawiać z krawcem…
Przysunęła się ciasno do mnie i już wiedziałem, że wie co się tam na dole dzieje…

W tym momencie orkiestra przestała grać i konferansjer obwieścił, że do końca roku pozostała minuta.
Postanowiłem sam otworzyć szampana dla nas, więc zdjąłem jednego z tacy trzymanej przez przechodzącego kelnera. Dziewczyna patrząc na mnie w ten szczególny, seksowny sposób, podniosła dwie lampki do szampana. Wiedzieliśmy już wszystko…

Powoli odkręciłem druciany koszyczek obejmujący korek. Powoli, powoli, tak aby nie spowodować zbytniego wybuchu szampana, zacząłem wyciągać korek…
Najpierw delikatnie – nic z tego.
No to trochę mocniej – też nic!

Ona do mnie.
– Kochanie… czekam – podniosła szkło na wysokość szampana…

Pociągnąłem jeszcze mocniej, próbując kręcić korkiem.
Ni cholery.
Zaatakowałem już z całej siły, bo z estrady zaczęli odliczać ostatnie 15 sekund. Mocno objąłem korek i ze wszystkich sił kręcąc nim, szarpnąłem w górę. Potem na boki i jeszcze raz w górę…
Mocno!!! Mocniej !!!
Z CAŁYCH SIŁ !!!

Obudził mnie straszny ból w kroczu. Boże…
Jeszcze trochę i bym sobie siurka urwał !!!

Niedobrze jest jeść ciężkostrawne potrawy przed spaniem… Zawsze mnie Matka ostrzegała.
Otarłem pot z czoła, przysunąłem się do Wiernej (…) Małżonki i po chwili, lekko obolały, usnąłem jak dziecko…

Było wczesne popołudnie pierwszego dnia nowego roku. Całkiem ciekawy początek…