Przez wiele lat (zbyt wiele) okresy nawrotu picia alkoholu przeplatały się, u mnie, z okresami abstynencji. Pewnie wiele z was, zna to zjawisko. Ja poznałem je na tyle gruntownie, aż w końcu doszedłem do wniosku, że widocznie moja choroba tak ma i takie już będą koleje mojego losu. Okres picia i okres abstynencji. I tak na przemian. Nawet się z tym, w pewnym stopniu, pogodziłem. Bo jak głosi głupie powiedzenie; „Kto pił, ten pić będzie”. I pewnie trwałoby to dużo dłużej, gdyby nie fakt, że moje okresy picia były coraz bardziej brzemienne w skutki. Pomijam tu już straty finansowe czy inne materialne. O relacjach z otoczeniem, rodziną i rzeczywistością, nawet nie wspominam, bo nie bardzo jest o czym. Chodzi mi bardziej o to, że zdrowie nie pozwalało mi dłużej, na tego typu ekscesy, jak kilkutygodniowe ciągi alkoholowe. W końcu, doszedłem do wniosku, że jeszcze trochę a organizm może nie wytrzymać mojego picia. I tu się pojawił duży strach – jako pierwsza motywacja do tego, aby jednak coś zmienić. Strach ów przyszedł na mnie stosunkowo niedawno, więc mam w sobie jeszcze jego resztki. I może to nawet dobrze, o ile nie dominuje on mojej chęci trzeźwienia.
I tak, po wielu latach przebywania w AA, chodzenia na mitingi i terapie – zacząłem podejrzewać, że coś jest jednak nie tak, ze mną. No, bo jak się okazuje, można nie pić przez długie lata i nie mieć powrotów do picia. Mimo, że czasy ciężkie, że praca, pieniądze i… dziesiątki innych wytłumaczeń do tego aby zacząć kolejny ciąg alkoholowy. Inni mogli nie pić, więc dlaczego ja ciągle kręcę się wokół butelki?
Czasami najprostsze prawdy są najbardziej odległe. I co najciekawsze – te prawdy, które są pod ręką i które słyszymy nieustannie. Tak było, w każdym razie, ze mną. Co innego bowiem słuchać a co innego usłyszeć. A jeszcze gorzej, usłyszeć i zastosować w stosunku do samego siebie. Bo jednak ma się to ego, które podszeptuje, że to wszystko jest dobre lecz… dla innych. Ja przez długie lata czułem się oczywiście taki sam, ale jednak troszeczkę inny. Może lepszy, może oryginalniejszy czy też bardziej doświadczony. Jest we mnie jakiś diabeł, który czasami podszeptuje, że czymś się wyróżniam – jako alkoholik. Wtedy jestem dużo bliżej do butelki. Wtedy muszę szybciutko przypomnieć sobie, że dzięki tym „gorszym, szarym i nijakim” żyję dzisiaj tak, jak żyję.
A najprostszą prawdą, jaka do mnie dotarła wreszcie, było to, że nie wystarczy przestać pić. Jeżeli chcę trwale dawać sobie radę z moim uzależnieniem, muszę coś zmienić w moim życiu!
Ponieważ moje dotychczasowe okresy abstynencji (czasami, nawet dość długie) nie były poparte żadną zmianą wzorców z okresu picia. I w tym zasadzało się rozwiązanie zagadki, dlaczego (w przeciwieństwie do innych) powracałem ciągle do alkoholu.
Niby to proste. Powinienem na to wpaść, lata temu. Ale, widocznie każdy ma swój czas…