Dzisiaj od rana, w mojej kultowej furze, radio doniosło, że Episkopat pozytywnie się wyraził.
Z początku nawet mnie to ucieszyło…
Tym niemniej po krótkiej chwili zrozumiałem, że kolejny raz jest to przyczynek do DYSKRYMINACJI MĘŻCZYZN!
Tym to dziwniejsze, że w Kościele żądzą mężczyźni.
Kompletny brak solidarność habitów z jądrami.

Chodzi o usuwanie ciąży. Episkopat opowiedział się za usunięciem ciąży w przypadku zagrożenia życia niedoszłej mamusi. Uważam również, że jest to słuszne, ale…

A co z przypadkiem, gdy zagrożone jest życie mężczyzny?
Osobiście znam taki przypadek i mniemam, że nie jest on odosobniony.

A było tak:
Niejaki Marek Ż. (znany mi osobiście), spędzał wakacje w okolicach Nowego Targu.
Jako, że taternik z niego żaden a miejscowe atrakcje poznał w trzy pierwsze dni – zaczęło mu się nudzić.
Z nudów owych, zawiązał znajomość z przedstawicielką miejscowej ludności – nazwijmy ją Helą.
Hela też się nudziła.
I tak z tych nudów, mój kolega – wzorem Kopernika…

WSTRZYMAŁ OKRES, RUSZYŁ CIĄŻE
POLEGUJĄC Z WYRZE Z TĄ ŻE.
(przepraszam za staropolszczyznę ale „licentia poetica” zezwala)

Oczywiście, póki co, ani Hela ani Marek nie mieli pojęcia o szczęśliwym (hm…) poczęciu.
Jak już Marek wynudził Helę wielokrotnie, skończył się wyjazd i wśród szlochów i dozgonnych zapewnień, nasz bohater udał się koleją żelazną, na łono – tym razem rodziny.

U Heli panika wybuchła w momencie, gdy okazało się, że nie ma powodu, żeby się martwić comiesięczną higieną „placu zabaw”… Nieboraczka, po krótkim wahaniu zgłosiła się z problemem do braci – w liczbie czterech.

Jako, że nasz bohater był człowiekiem o małej wyobraźni i niedorozwiniętym instynkcie samozachowawczym , okazało się, że Hela zna jego dane osobowe.
Bracia obiecali Heli, że zrobią Markowi z dupy okolicę niewiadomego przeznaczenia a najlepiej to go oprawią narzędziem jakim.

Górale są narodem przyjaznym i w sumie fajnym. Mają jednak ten mankament, że w pewnych sprawach nie ma u nich żartów. Istniała zatem realna przesłanka na zagrożenie życia mężczyzny uwikłanego penisem, w życie poczęte!

Jak powiedzieli, tak zrobili. Udali się do stolicy, miasta znienawidzonego przez resztę Polski i podjęli działania eksterminacyjne. Szczęściem, Marek znajdował się pod Warszawą i w miejscu zameldowania go nie było. Bracia podjęli operacje zakrojona na skalę działań NATO.  Łącznie z inwigilacją całej rodziny producenta helenkowej ciąży.

Koniec końców, nie zanudzając szczegółami operacyjnymi, doszło do spotkania rodziców Marka Ż. z braćmi Heli.
Marek telefonicznie zeznał, że faktycznie poznał Helę i nastawał na jej cześć panieńską, przy pomocy sprzętu ogólnie przyjętego, w takich okolicznościach.

W zasadzie skończyło się Happy Endem (no… może nie do końca…). Połączonymi siłami ustalono, że rodzice Marka wyasygnują kwotę a bracia dokonają pertraktacji z pozamiejscowym grzebułą (ginekologiem).

Historia ta (z życia) skłania mnie do zdecydowanego protestu przeciw pomijaniu nas – mężczyzn w rozwiązywaniu spraw na pozór dotyczących jedynie pań.

PLEMNIKI WSZYSTKICH WOJEWÓDZTW ŁĄCZCIE SIĘ.
(Te w habitach – TEŻ!)