Dlaczego Matka (Macocha? Dziwka?) Natura produkuje ludzi niedokończonych?

To znaczy takich, którzy zostali wyposażeni w wiele elementów pożądanych przez Stado.
Niby inteligencja, zdrowie, wyobraźnia czy inne zewnętrzne atrybuty fajnego (na oko) gościa, ale…

A Mać siedzi nad tą pieprzoną Rozdawalnią Przymiotów fizycznych, umysłowych i psychicznych i chlapie chochlą – jednemu urodę, innemu zdrówko, jeszcze innemu geniusz. Robi to jak pijana wariatka – bez sensu, pomyślunku i jakiejkolwiek idei.
A przynajmniej takie są pozory wokół. I wewnątrz też…
Pozory, NA RAZIE (śmieszne złudzenie idioty) – nie do dyskusji.

Temu, który dostanie urodę i trochę móżdżku – jakoś łatwiej. Temu, który jest brzydalem – daje laboratorium, w którym może schować się na całe życie. Zdrowi dostają stadiony, korty i inne Himalaje…

Każdy dostaje na tyle drobnego (lub całkiem niedrobnego) KURESTWA WEWNĘTRZNEGO, że na wiele paskudnych sposobów, w końcu ustawi się w wygodnej, zasranej szkatułce.

A co z tymi, którzy mają wszystko? Brzmi głupio – prawda?

Powiem Wam jedno. Najgorzej maja ci, którym Mamusia Natura zapomniała (lub taki kaprys) dodać chociaż małą chochelkę kurestwa, włazidupstwa czy innej niezwykle potrzebnej cechy.

I co z tego, że się nazapieprzasz, że nie dożresz (bo nie ma czasu), że nie dośpisz (bo spać muszą inni)?
Co z tego, gdy w końcu przychodzi taki dzień, w którym okazuje się, że ważniejsze jest wszystko inne od uczciwości, od ciężkiej pracy, od ideałów „niebrania” i „niedawania”? Wystarczy dobrze umieszczona głowa w czyjejś dupie. Wystarczy koperta w którąkolwiek ze stron czy w końcu zwykły penis. Takie „COŚ” najgorsze, bo nie dające się uchwycić…

I wtedy cała ta śliczna konstrukcja układana latami pada jak domek z kart, przewrócona czyimś umazanym w gównie paluchem…

Czasami wykopałbym mojego starego, zakonserwowanego „kałacha” i… pociągnął ze śmiechem wariata – po tym wszystkim. I wszystkich…
Tak po całości – pełnymi seriami…

I nawet gdybym trafił zupełnym przypadkiem kogoś „normalnego” – wydaje mi się, że wyrządził bym mu jedynie przysługę… Krócej by się męczył.

Kurestwo jest wszędzie. Jedni nauczą się w nim tkwić, inni nawet pływać w tym gównie – choćby wystawał im jedynie nos…

A co mają zrobić ci, którzy nie potrafią? Ci których zasrana natura nie dokończyła, zapominając  wlać im trochę kurestwa w łeb?

Tacy LUDZIE NIEDOKOŃCZENI…

A mimo to… czasami umęczona nadzieja, otworzy oczy. Nadzieja, że będzie lepiej.
I… zasypia znowu na lata.

Nadzieja LUDZI NIEDOKOŃCZONYCH…