Wychodzi mi na to, że lepiej by było, gdyby czas (o ile coś takiego istnieje) zmienił swój kierunek.

Wiele spraw nabrało by większego sensu. Zarówno w skali makro, jak i w skali mikro.

Wyobrażacie sobie, że nagle ludzkość zaczyna sprawiać, iż wszystkie jej działania powodują oczyszczenie i rewitalizację Ziemi! Że jest coraz lepsza woda, powietrze, rośnie coraz więcej lasów. Powoli zaczynają być zbędne wszelkie atrybuty świata technicznego, bo człowiek zaczyna zupełnie spokojnie się bez nich obywać. Przeludnienie maleje a choroby cywilizacyjne ustępują ze względu na brak powodów. Życie nabiera coraz wolniejszego tempa i staje się tym samym bardziej humanitarne i pełne.

Nawet tak poważne aspekty życia jak narodziny i śmierć nabrały by nowego wydźwięku i znaczenia.

No, bo wyobraźcie sobie, że człowiek powstawał by wtedy  na skutek zbierania się w pewnych miejscach (obecne cmentarze) pierwiastków chemicznych. Pewnie by była lekka sprzeczka o to, z jakich przyczyn te pierwiastki miały by się zbierać. Na religii by uczyli, że to „palec boży”, w szkole pewnie by mówili, że to tak zwana natura.

Tym niemniej po uformowaniu się słabej lecz w pełni uformowanej istoty – poród odbywał by się przez wykopanie jej z ziemi! Prosto, łatwo i… do szpitala lub do domowych pieleszy. Po to oczywiście, żeby nabrać sił do życia.

Rodzilibyśmy się już z wiedzą i ukształtowanymi charakterami – co by było łatwiej wykorzystać na pożytek ogółu. I co ciekawe – w miarę upływu lat, nasze organizmy by były coraz silniejsze i sprawniejsze. Życie nasze upływało by na doprowadzaniu spraw do poziomu naturalnego.

W pracy – tym większy sukces, im większy udział w niwelowaniu całej tej zwariowanej techniki.

No, po prostu – wreszcie z sensem!

I tak człowiek przez większość swojego życia by młodniał i robił się coraz zdrowszy i fajniejszy fizycznie. Na stare lata (w przeciwieństwie do czasów obecnych) miałby dalej powodzenie u płci odmiennej.

A nawet starość nie była by taka straszna jak obecnie.

Istniały by miejsca (obecne studia, szkoły, itd), w których stopniowo traciło by się niepotrzebną już wiedzę. Bez stresów i całej tej traumy związanej z egzaminami, sesjami, maturą i innymi pomysłami uprzykrzającymi życie.

Człowiek stopniowo i pogodnie malał by sobie przez ostatnie – mniej więcej – 20 sympatycznych lat.

Wszystkie choroby by były samouleczalne!

Ostatnie 3-2 lata może jedynie było by z każdym trochę roboty. Ale obecnie też jest, więc nie ma co tak znowu narzekać. Nawet samo zejście z tego świata by było pogodne i takie… humanitarne.

Pozostało by jedynie podłączenie do przygotowanej zawczasu pępowiny i… żegnaj człowieku.

Ale nie byłoby tak drastycznie, bo jeszcze około 9-ciu miesięcy można by mieć ograniczony kontakt z naszym bliskim, który odszedł.

No sami powiedzcie – nie byłoby fajniej?

A i nagrobki takie naturalne, tańsze i mniej więcej standardowe. I milej by było przy takim nagrobku powspominać kolegę. Ile to kasy by się zaoszczędziło (w skali kraju) na tym całym obudowaniu nieboszczyka.

Może jedynie nie przyjęły by się tablice z  epitafium.

No, ale za to studia tatuażu miały by niezły przerób – jak by ktoś chciał uwiecznić drogą osobę.

Już widzę takie na wzgórku łonowym…

A i kwiaty na Święto Zmarłych lub jaką rocznicę, by było gdzie wetknąć.

Czasami się zastanawiam, czy czas płynie w dobrą stronę…