(wpis dla bardzo niewielu)

Zakładam, że w dowolnie długim czasie, ludzkość (lub jej inteligentni następcy) skonstruują, tak zwaną „maszynę czasu”. Pod hasłem „maszyna czasu” rozumiem urządzenie (zespół urządzeń), które pozwoli na swobodne przemieszczanie materii w czasie. Materią taką może być również człowiek (lub jego następca) wraz z potrzebnym oprzyrządowaniem.

Założenie takie daje pole do hipotezy mówiącej, że w roku obecnym (i w każdym innym) możliwe są odwiedziny istot rozumnych z lat, które dopiero nastąpią.

Wiem, że nie brzmi to zbyt przekonująco (…lat, które dopiero nastąpią), ale przy trochę (?) większej wyobraźni, można to jednak zaakceptować. Bowiem, bez względu na, czy te lata nastąpią za 100, czy 1000 lat, powrót do obecnego roku będzie dział się w obecnych realiach.

Wydaje się, że to paradoks.
Tym niemniej, jest pewna droga ratunku.

Zakładam, że czas subiektywny, który rejestruje ludzki mózg, wcale nie musi być taki, jaki jest on obiektywnie. Czyli, mówiąc prościej, rejestrujemy dużo wolniej niż się to (obiektywnie) dzieje.
Z racji ograniczeń percepcji (?) lub innych, charakterystycznych dla naszego mózgu – jesteśmy świadomie dopiero, gdzieś na początku historii świata lub bliżej: ludzkości.
Czas biegnie dużo szybciej niż to rejestrujemy i obiektywnie ludzkość może już trwać setki tysięcy (miliony?) lat – o ile, oczywiście, przetrwała. Tylko my (Homo Sapiens) mamy duże opóźnienie w percepcji czasu.

To drugie założenie, daje szanse na to, że ludzkość już jest na etapie „maszyny czasu”.
Dałoby to wyjaśnienie wielu faktów (lub hipotez), które są nam serwowane przez wiele ostatnich lat.

Nie liczę, że wiele osób dotarło aż do tego kawałka wpisu.
Tych, którzy dotarli – serdecznie pozdrawiam.