Percepcja – jako część systemu poznawczego – opiera się na naszych zmysłach. To jasne i nie będę tego tematu poszerzał, ponieważ robili to lepsi. Tym niemniej, porównywanie percepcji wywodzącej się z naszych codziennych „odbiorów” z percepcja wynikającą z doświadczeń ciała „niematerialnego” – wyposażonego również w zmysły – jest (moim zdaniem) sporym nieporozumieniem. Postaram się to trochę doprecyzować.

Jestem praktykiem. I w zakres moich praktyk – od bardzo długiego czasu – wchodzą techniki polegające na rozdzieleniu ciała fizycznego od tego… czego nazwać nie umiem. Wielu pewnie chciałoby, abym napisał „od ducha”. Ale mam pewne podejrzenia (dla innych) a pewność (dla siebie), że idzie o coś zupełnie innego. Niech zatem zostanie, że wykonuję techniki, które można nazwać wyjściem świadomości z ciała „fizycznego”. Ten cudzysłów dlatego, że WSZYSTKO jest fizyczne – nawet, jeżeli w sposób niewyobrażalnie subtelny. Jest również energetyczne – to jasne. Dotyczy to również tego „drugiego” ciała. Wykonuję te techniki w sposób (nie od razu) zorganizowany, poznawczy i powtarzalny. Dobre kilkaset razy, przez (no…) 25 lat!!! Czasami (z początku) bez mojej woli, częściej (od długiego czasu) planowo. Chociaż, obecnie również zdarza mi się „wycieczka” nieplanowana. To jedynie część mojej (nieraz ciężkiej) harówy.

Jako, że nie miewam zachcianek konsultowania się w sprawach moich praktyk – pozostanę jedynie na swoich doświadczeniach.

Wracając do meritum…

System poznawczy wynikający z doświadczeń „wyjścia” poza ciało, jest oparty również na zmysłach. Porównanie jednak nie wypada tak, jak by sobie to można wyobrażać. Pozwolę sobie leciutko musnąć temat…

WZROK:

Następuje znaczne ograniczenie tonalności barw. Kolory są bardziej podstawowe, choć da się rozróżnić istotne elementy otoczenia, nawet jeżeli ich kolory są bardzo podobne. A dzieje się to dlatego, że wzrok otrzymuje dodatkowe możliwości, których nie posiada w warunkach normalnych. Jest nim widzenie energii. Przyznam – lepiej lub gorzej. Każdy przedmiot czy inne zjawisko, posiada swoją (chyba) unikalna strukturę energetyczną. I jest to widoczne i bardzo (w tym stanie) oczywiste. Światła, w sensie ogólnie poznanym – raczej nie ma! Jest po prostu (w zależności od sytuacji, widoczna poświata lub strumień.

Przykładowo:

Włączony telewizor to jedynie marginalny zarys bryły, z bardzo silnym strumieniem (biały) od strony kineskopu. W telewizorze plazmowym, ten strumień (ciemniejszy jasny) również występuje, lecz inaczej. Tak, jakby sam się kasował w pewnej odległości od ekranu. Komputer podlega podobnym zależnościom. W doświadczeniu, które przeprowadzałem z własnym laptopem (próba wpłynięcia na zawartość edytora) – widać jego budowę wewnętrzną (choć jedynie modułowo) i zakres energii, które są do danych elementów przypisane. Nie umiem tego inaczej nazwać. Innym przykładem może być okno w słoneczny dzień. Struga energii wpadającej jest bardzo dominująca i potrafi skutecznie zasłonić widoczność. Większość przedmiotów posiada dobrze podkreślone kontury a część z nich jest czarno-biała. Dlaczego – nie wiem. Ale jest to powtarzalne. Przykładowo – sztalugi stojące u mnie w pokoju, są zawsze (jak do tej pory) właśnie takie. Inne, większe lub mniejsze przedmioty – również. Tym niemniej, one również wykazują strukturę energetyczną – w optycznym ujęciu. Czasami wygląda to trochę jak na płótnach impresjonistów – w pewnych aspektach. Włożenie ręki w taki strumień (słońce, telewizor, komputer), powoduje taki sam efekt, jak włożenie ręki w (przykładowo) dym. Można określić miejscowe różnice w natężeniu tych strumieni. Nie są jednorodne. Kolorów światła nie zarejestrowałem. Istnieje jakieś oświetlenie ogólne, ale chyba nie ma to wiele wspólnego ze światłem klasycznym.

Jednocześnie, wzrok otrzymuje dodatkowe wyposażenie, które nazwałbym lornetką. Ale tylko w ograniczonym zakresie. Jeżeli chce się koniecznie coś obejrzeć z bardzo bliska, trzeba uruchomić dodatkowe wyposażenie (myśl-chęć), o którym później. Tym niemniej, w pewnym zakresie, można przybliżyć (powiększyć?) przedmioty oddalone o kilka metrów. Te dalekie (kilkadziesiąt metrów) raczej nie, chociaż można je, jakby wyostrzyć.

Woda jest zupełnie oddzielnym i niezrozumiałym dla mnie doświadczeniem. Podobnie jak światło – jest bardzo energetycznym widokiem. Lecz (chyba) nie płynie a… nie wiem jak to obrazowo określić… jest jakby żywym, samoistnym zjawiskiem. Głupio to może zabrzmi, ale (niby) przesuwa się zgodnie z oczekiwanym kierunkiem a jednocześnie wygląda to mi tak, jakby było jedynie złudzeniem. Nie wiem i na razie muszę się z tym pogodzić. Z wodą próbowałem wiele razy, ale coś mi nie pozwala na lepszy ogląd sytuacji. Pić, nie piłem, bo… nie umiem tego zrobić!

Następna właściwość. Czasami można patrzeć przez przedmiot. Tu mam luki. Przez niektóre lepiej (drzwi od szafy), przez niektóre gorzej (obudowa laptopa) a przez niektóre wcale (drzwi od pokoju) i nie mam pojęcia, jaka jest tego klasyfikacja. Być może – mentalna…

Tyle o wzroku – po łebkach, bo trzeba by książkę napisać…

SŁUCH.

Bez specjalnych zmian w stosunku do stanu normalnego. Może jedynie tyle, że rzadko jest zatrudniany, bo „tam” raczej dość cicho.

SMAK.

Nie stwierdziłem występowania tego zmysłu. Być może dlatego, że chyba nigdy mi nie przyszło do głowy cokolwiek wkładać do ust. Ale nie wykluczam.

WĘCH.

Nie stwierdziłem aby cokolwiek miało jakiś zapach. Ale nie wykluczam.

DOTYK.

Tu jest już trochę trudniej. Mam z tym kłopoty. Niektóre dość zaskakujące. Gdy chciałem przesunąć moją śpiącą Wierną(…) Małżonkę – ręce weszły mi do środka!!! Doświadczenie dość wstrząsające i niezbyt przyjemne, biorąc pod uwagę wyczuwanie wszystkich narządów wewnętrznych. Tapczan (podczas próby podniesienia się z pozycji; na brzuchu) pozwolił na penetracje kolejnych warstw tego, z czego jest zrobiony, książek w nim zgromadzonych i… podłogi – w głąb! Ale tu nie mam żadnej powtarzalności ani logiki występowania tego typu zjawisk. W większości przypadków ręce (wywołane na zamówienie – bo normalnie nie odczuwam ich posiadania) dotykają przedmiotów. Tyle, że samo poczucie dotyku jest takie „w rękawiczkach”. Czasami – bardzo grubych. W każdym razie, dotyk nie rządzi się tymi samymi prawami, jak w stanie normalnym. Nie mam tu wiele więcej do powiedzenia.

MYŚL-WOLA

Dodałem tu jeszcze myśl-wolę, jako nieodzowny element dla jakiejkolwiek sensowności opisu. Jest jednym z podstawowych narzędzi. Dzieje się tak dlatego, że myśl-wola bywa jakby sprawcza i czasami mam wrażenie sporej materialności myśli. To znowu ciężko wytłumaczyć, ale istnieje odczucie „sznurka” (czasami przestrzeni) myślowego. I jest to dosyć powtarzalne. W tym stanie jest to – podobnie jak struktura energetyczna – jakby oczywiste i nie budzi dyskomfortu czy zdziwienia. Tak jest, i tyle. Dodatkowo, myśl-wola jest środkiem transportu i pewnego wpływania na otoczenie. Nie przypominam sobie, abym musiał używać nóg jako środka komunikacji czy otwierać jakieś drzwi. Zasada „chcesz, myślisz i masz” jest jak najbardziej na miejscu. Zresztą, podobnie jak w „realu”.

Tyle, że trzeba umieć chcieć i myśleć! A to oddzielna i niełatwa sztuka. Wiem to również z własnego doświadczenia.

O samych eksperymentach lub niekiedy – usiłowaniach ich przeprowadzenia, nie będę pisał, żeby nie zanudzać. I tak dość już wydaliłem. Niniejsza notka jest i tak jedynie chaotycznym (!) cieniem szkicu tego, co by trzeba o tych sprawach napisać. To oddzielny świat – chociaż… ten sam, który mamy na co dzień. W dodatku logiczny i raczej przewidywalny – o ile się zna trochę zasad w nim panujących. Może kiedyś (jak znajdę sponsora), napiszę na ten temat, w formie szerszej i dokładniejszej. Jak Energia (i lenistwo) pozwoli.