Jak zwykle: Kowal zawinił a Cygana powiesili.
A było tak.
Jako, że moja Wierna (…) Małżonka, od czasu do czasu, miewa ataki polegające na wypełnianiu wiekopomnej roli kobiety (w kuchni) – bywam  odbiorcą Jej podstępnych knowań kulinarnych. Kobiety prawdopodobnie w ten sposób zaspakajają jakieś atawizmy siedzące w nich gdzieś głęboko.
Oczywiście nie są to jakieś wypasione galanterie spożywcze – nie.
Ale trzeba przyznać, że się kobiecina stara jak umie, więc jest to nawet jadalne. I tak, okresowo jestem dożywiany jedzeniem zwanym „domowym”. Choć nazwa w obecnych czasach jest już chyba lekko archaiczna, bo sklecenie potrawy z gotowych półproduktów, przy pomocy elektrotechniki kuchennej, jest tak samo „domowe” jak całe te obecne czasy.
Jedynie kłótnie pozostały jeszcze „domowe”, chociaż…
Też już wszystkim nie wychodzi – biorąc pod uwagę średni metraż mieszkania w tym kraju.
Rzecz jednak nie w tym, że mnie dożywia. Idzie zupełnie o co innego. Ponieważ jestem tradycjonalistą – pożywienie dostaję na talerzu. Z fajansu – przeważnie.
Wiecie pewnie, że talerz (zasadniczo) składa się z dwóch stron. Tej wklęsłej i tej wypukłej. Po trzeźwemu jadam na tej wklęsłej. Po pijaku to nie mogę dać głowy, bo czasami mogłem nie ogarniać. Ale, że już od lat, z alkoholem jestem w stosunkach ostrożnych – pozostaje wersja tradycyjna;
Potrawa na wklęsłym!
Jest to istotne w kontekscie dalszego rozwoju sytuacji. Jako, że ja też miewam pewne, okresowe odbicia – czasami odnoszę talerz do kuchni i zmywam. Tego raczej nie ma w moich „atawizmach”. To nabyte poprzez obcowanie. Wydawać by się mogło, że czynność owa powinna być raczej mało groźna i nie niosąca negatywnych skutków towarzyskich.
A tu masz dziadu placek!

– Wiesz, nie zmywaj po sobie talerza – słyszę.

Zwracam zdziwiony wzrok w kierunku Wiernej(…) Małżonki.

– Jak ty zmywasz, to zawsze talerz jest brudny pod spodem – słyszę dalej.

Dla osoby mniej lotnej – niby nic sie nie dzieję.
Ale…

Ja jestem winien, że talerz jest POD SPODEM brudny???
Ja nawet nie dotykam tej drugiej (wypukłej) strony talerza! Idę po prostu do zlewo-zmywaka i… myję dokładnie WKLĘSŁĄ stronę talerza. Niby jak miałbym pobrudzić wypukłą?
Od wielu pokoleń moja rodzina jada sztućcami i ta sztuka jest już opanowana do perfekcji. Przeze mnie też. Nie jem bezpośrednio pyskiem, jak mój pies – co dałoby może powody do pretensji o to, że talerz jest pod spodem brudny. Jedyną osobą, która może tam pobrudzić jest (i tu sobie grabię ostro) moja Wierna (…) Małżonka!!!
Starałem się Jej to łagodnie wyperswadować. Ale tam!
Stanęło na tym, że jestem fleja a w dodatku „na stare lata robisz się coraz gorszy”.

Jedyna z tego pociecha, że teraz  OFICJALNIE nie muszę już nic zmywać.
Jak znam życie – nie na długo.
Za jakiś czas zacznie się, że „nawet po sobie nie umyjesz…”
Ale na razie – dobre i to.