Jako, że jestem praktykiem, staram się robić pewne rzeczy a następnie próbuje wyciągać z moich czynności (i następujących efektów) pewne wnioski.

W roku 2008 obaliłem teorię mojego znajomego lekarza o tym, że człowiek po 30 dniach postu, umiera lub ma na tyle nieodwracalne zmiany, iż w zasadzie na jedno wychodzi – nie ma szans na powrót „do żywych”. Nie jadłem 50 dni i… żyję – jak widać po niniejszej notce. Praktyka owa skłoniła mnie do następującego wniosku:

Jedzenie jest jedną z form pozyskiwania, tak zwanej – energii życiowej. Jako, że schudłem przez ten czas jedynie 4 kilogramy (przy niezakłóconych wynikach badań – przed i po), cała teoria o niezbędności odżywiania się tradycyjnym pożywieniem, padła u mnie definitywnie. W owym czasie, starałem się „nadrabiać” braki żywieniowe ponadnormatywnym pobieraniem światła. Z różnych źródeł; naturalnych i sztucznych. Wykluło mi się w owym czasie przekonanie, że to światło jest niezbędnym elementem do prawidłowego pozyskiwania energii życiowej.

W związku z tym, postanowiłem w tym roku (styczeń-luty) sprawdzić, na ile jest to prawdziwe a na ile nie. Przez okres 50 dni, pozbawiłem się światła. Aktywność swoja przeniosłem na te godziny, kiedy to nie ma światła dziennego – na noc. Światło sztuczne ograniczałem do niezbędnego minimum. I znowu, po 50 dniach – nic się nie stało takiego, co by mogło potwierdzić niezbędność światła, jako elementu nieodzownego do prawidłowego funkcjonowania. Wszelkie testy sprawnościowe – refleks, postrzeganie przedmiotów, perspektywa, określanie odległości i pozostała psychotechnika, wyszła bez zmian. Poza lekkim światłowstrętem – w pierwszych dniach powrotu do tradycyjnego życia – nie odnotowałem żadnych negatywnych oznak w funkcjonowaniu mojego organizmu. W tym również od strony psychicznej.

Tym sposobem wykluczyłem światło, jako warunek do kontynuowania życia. Przynajmniej w moim przypadku.

Zauważyłem, że również dieta raczej mi się też nie zmieniła. Oprócz lekkich zaburzeń (2-3 doby) w funkcjonowaniu układu pokarmowego, spowodowanego przeniesieniem posiłków na godziny nocne – pozostałe funkcje organizmu nie uległy widocznym zmianom. Pierwsze 4-5 dni przesypiałem dość różnie, ze względów oczywistych. Tym niemniej, po tym czasie, cykle aktywności i snu ustaliły się.

Przez te 50 dni, jako dodatkową dietę, dokładałem sobie w dość sporych porcjach, energię z dźwięków. Z bardzo odczuwalnym wpływem na ogólny stan, chęci i możliwości.

Dużo wcześniej podejrzewałem już, że wszelkiego rodzaju wybrane z kontekstu źródła energii, nie są aż tak istotne, o ile mogą być zastąpione innymi. Patrząc na swoje doświadczenia, zakładam, że organizm ludzki (w szerokim rozumieniu) posiada wiele możliwości pobierania energii zewnętrznej. W moich doświadczeniach bawiłem się już z jedzeniem, światłem, dźwiękami, nastrojami, wyobraźnią i wieloma innymi przepływami, których nazwać nie potrzebuję. Wiem również, że owe energie posiadają różne częstotliwości i ”gęstość materii”. Wiem, że są od siebie bardzo różne i docierają przez różne receptory oraz „receptory wirtualne”. W związku z tą różnorodnością, mam duże przekonanie, iż w organizmie znajduje się (gdzieś) Przetwornik, który przetwarza te wszelkie rodzaje energii w energię, która jest jakby wzorcową i nieodzowna dla podtrzymania funkcji życiowych.

Czyli:

Bez względu na to, jaki rodzaj energii dostarczysz (światło, dźwięk, jedzenie, inne lub mix tego wszystkiego), organizm (fizyczny lub nie) formuje te energie w porcję wzorcową (pierwotną?). Wzorcową pod względem struktury fizycznej i przyswajalności „bezodpadowej”.

Zdrowy organizm ma duże możliwości adaptacyjne i przetwórcze. Stąd, nawet dość wybiórcze źródła są w stanie uzupełniać zapotrzebowanie na energię wzorcową. Wewnętrzny Przetwornik działa dobrze i potrafi dać sobie radę w dowolnej konfiguracji energetycznej. Natomiast organizmy upośledzone, potrzebują szerokiego spektrum źródeł energii, jako że ich możliwości adaptacyjne są zaburzone. Jednymi z elementów owych zaburzeń mogą być (chyba) potrzeby wszelkich diet, kuracji żywieniowych i innych „wspomagaczy” energetycznych. Jedne, jako restrykcje dla źródeł dostarczania energii – inne jako pewne katalizatory. Spowodowane to może być dysfunkcją naszego Wewnętrznego Przetwornika.

Ale nad tym trzeba jeszcze popracować 🙂