(wpis dotyczy problematyki szczepień obowiązkowych)

Ja jestem z pokolenia, które miało nakaz szczepień na wiele dręczących (owe czasy) chorób.

Szczepiło się wszystkich i nikt nie robił z tego problemu. Oczywiście, jak w każdej sytuacji,  znajdowali się tacy, którzy (z różnych przyczyn) dzieci nie szczepili. Czasy były takie – mniej świadome.
Stąd, jak pamięcią sięgnę, stosunkowo sporo było zachorowań na choroby wieku dziecięcego. Sporo było też powikłań po owych chorobach. Tylko na naszym podwórku były dwa dzieciaki z powikłaniami po chorobie Heinego-Medina (Polio) – mające ograniczoną zdolność ruchową. Oboje pochodzili z rodzin bardzo dysfunkcyjnych, których (wtedy) na warszawskiej Pradze było sporo.

Tym niemniej, mimo gorszych (niż obecne) warunków sanitarnych, mimo jedzenia jednego łakocia „na sześciu” i mimo wszystkich tych elementów, które ułatwiały przenoszenie chorób – znakomita większość ferajny podwórkowej była zdrowa jak, przysłowiowy, młody koń. A trzeba pamiętać, że były to czasy, w których świat jeszcze nie bardzo sobie radził z wieloma chorobami a służba zdrowia była dość siermiężna.

Dla sprawiedliwości należy dodać, że (prawdopodobnie) również zdarzały się przypadki, kiedy to szczepionka więcej zaszkodziła niż pomogła. Ale o tym się wtedy nie słyszało, ponieważ ówczesne środki masowego przekazu były dużo skromniejsze i nie zajmowały się sprawami indywidualnymi. No, rzadko.

Piszę to wszystko w tym celu, aby uzmysłowić Wam pewną prawdę.
Prawda ta nazywa się; „statystyczne dobro” i „statystyczne zło”.

A widzę to tak.
Jeżeli przyjmiemy, że zaszczepiono milion dzieciaków – jakąkolwiek szczepionką – to jest szansa, że owa szczepionka źle zadziała na nikły promil poddanych szczepieniu. Powiedzmy – na dziesięcioro dzieci.
I co się dzisiaj, w takim przypadku, dzieje?

Oczywistą sprawą jest to, że nikt nie pokazuje (w telewizji) tych 999 990 dzieci, które uchroniono przed zakażeniem chorobami, które są bardzo groźne dla życia, zdrowia czy rozwoju. Nie pokazuje się z prostej przyczyny – bo to bez sensu i jest to kompletnie niemedialne.
Za to, pokazuje się (niezwykle rzadkie) przypadki śmierci, zachorowań lub powikłań tych kliku przypadków na milion. To jest medialne i (przy obecnej sile i dostępności mediów) silnie wpływające na sposób myślenia ogółu. Tak działają media. Nawet, jeżeli działają wbrew interesowi nas wszystkich.

To, co teraz napiszę nie jest cynizmem – z mojej strony.
To właśnie jest owo „statystyczne dobro” oraz „statystyczne zło”.
Przy całym współczuciu dla poszkodowanych i ich rodzin – jestem za szczepieniami.

Szczepienie ratuje potencjalnie (w naszym milionie) 999 990 dzieci przed śmiercią, chorobami i powikłaniami.
Nawet, jeżeli umrze dziesięcioro z nich to saldo takiej operacji jest zdecydowanie nie do przecenienia.

Powtarzam – ja nie ujmuję tragedii tej dziesiątki!
Ja, na chłodno i bez tej medialnej histerii, liczę zyski i straty.

Byłem szczepiony na wszystko
Moje dzieci były szczepione na wszystko.
Moje wnuki – również.

I nawet, gdyby w mojej rodzinie trafiło się jakieś nieszczęście, nie zmieniło by to mojego zdania na temat szczepień obowiązkowych.