Siedzę sobie i mam takie różne myśli. A to jedne, a to drugie…

No, bo jak się tak chwilami zastanowić, to nie jest lekko. Morduję się, gimnastykuję cieleśnie, psychicznie i jakkolwiek – w imię… No właśnie… Nie kradnę, nie oszukuję, nie daję i nie biorę. Ani nie czynię bliźniemu. Nawet, jeżeli bliźni ma zdecydowanie inną szkołę jazdy. Nadstawiam drugi policzek, choć oszczędzam tyłek – tego nie nadstawiam. Myślę pozytywnie, nastrajam się optymistycznie i staram się widzieć świat realnie. Wychodzę z ciała i powracam. Śnię i nie-śnię. Robię rzeczy obiektywne i subiektywne. Czasami nieprzyjemne, czasami bolesne a czasami nawet niebezpieczne. Składam ten świat do jakiejś kupy i tylko nadzieja, że idę w dobrym kierunku. O ile w ogóle idę. Dbam o wysoki poziom wyćwiczenia intelektualnego. W dużym stopniu po to, aby podrzucać sobie samemu kolejne kłody pod nogi. Jakby bez tego nie było… Porzuciłem większość swojego świata materialnego – mimo, że nie bez ciężkich terminów. Podobno rozwijam się w ten sposób.

Jak to mówią… hm… duchowo…

Szept spod dywanu (S):
– Bo frajer jesteś nieprzeciętny. Inni mają głęboko całe te ideały i popatrz. Żyją lekko, łatwo i przyjemnie. A ty sobie postawiłeś za zadanie wejść na Czumulungmę – w samych skarpetach i stringach za wyposażenie. Dorośnij i dopasuj się do otoczenia!

Głos zza szafy (G):
– Nie słuchaj tego, albowiem świat jest wtedy coś wart, jeżeli walczysz a nie płyniesz z prądem. Jesteś na tyle wart, na ile nie zgadzasz się z tym, co uważasz za złe. Nawet, jeżeli czujesz się samotny, to nie jesteś sam!

S:
– Tak, tak… Walcz! Tylko nie bardzo wiadomo, po co. Sam, to możesz sobie powalczyć – z wiatrakami. Jak sam widzisz – walczysz i jakby niewiele z tego masz. Inni tłuką kasę a ty sobie postanowiłeś zostać pierwszym polskim świętym – obrządku ateistycznego. Puknij się. Lata lecą i tyle twojego, co zdążysz nałapać.

G:
– Nieprawda. Jesteś potrzebny. Tacy jak ty są nadzieją na to, że kiedyś będzie inaczej, że ktoś pomyśli i coś zrozumie. Pamiętaj, ze nie możesz zostać jakimś „wszyscy”. Zawsze o to dbałeś i byłeś z tego dumny. Chcesz teraz zostać kolejną marionetką w anonimowym spektaklu?

S:
– Tak, a po śmierci wystawią cię tak, jak Lenina i będziesz śmierdział na cała okolicę. I ludzie będą się wzdrygać ze zgrozy, że tak można było sobie spieprzyć najlepsze lata. I będą się śmiać z twoich utopijnych ideałów. To jest dopiero cel.

G:
– Pamiętaj, że jest wielu takich, którym trzeba dać pewien przykład, podać rękę.

S:
– Tak. A jak będziesz im podawał tę rękę, to nie zapomnij zdjąć zegarka… Pamiętasz tych wszystkich, którym pomagałeś? Odbili się po to, aby teraz mieć w tyłku te wszystkie dobre rady i pobożne (tfu!) życzenia. A tobie ktoś podawał rękę? Ktoś ci pomógł jak potrzebowałeś? Niech każdy radzi sobie sam. Taki jest świat i ty go nie zmienisz!

G:
– Zmieniaj siebie i pamiętaj, że jest to prawdziwa wartość. Bez względu na to, co inni mówią – masz cel i go realizuj. Nikt nie jest w stanie ocenić wartości tego, co robisz i jak robisz. Jesteś sędzią, prokuratorem i adwokatem. Publika niech cię nie interesuje – bez względu na to, czy masz gwizdy czy aplauz.

S:
– Jasne. A ty jesteś w stanie ocenić siebie? Sam masz niezły mętlik – po co leźć tam, gdzie grunt grząski a na horyzoncie mgła? Popatrz na tu i teraz. Jest jeszcze sporo kasy do wyjęcia, jest jeszcze trochę panienek i używek do rozdysponowania. Kolejka niby jest, ale przy twoich umiejętnościach – dasz radę podejść boczkiem.

G:
– Bądź silny i nie idź na rozwiązania, które już kiedyś oceniłeś. Jesteś przecież Wojownikiem. Pamiętaj o tym. Chwile zwątpienia i słabości są po to, aby wychodzić z nich zwycięsko. To hartuje i dodaje mocy. Pamiętasz piosenkę Niepokonani, Perfectu?

Gdy emocje już opadną
Jak po wielkiej bitwie kurz
Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów
Czy w milczeniu białych haniebnych flag
Zejść z barykady
Czy podobnym być do skały
Posypując solą ból
Jak posąg pychy samotnie stać

Gdy ktoś kto mi jest światełkiem
Gaśnie nagle w biały dzień
Gdy na drodze za zakrętem
Przeznaczenie spotka mnie
Czy w bezsilnej złości łykając żal
Dać się powalić
Czy się każdą chwilą bawić
Aż do końca wierząc że
Los inny mi pisany jest

Płyniemy przez wielki Babilon
Dopóki miłość nie złowi nas
W korowodzie zmysłów możemy trwać
niepokonani
Nim się ogień w nas wypali
Nim ocean naszych snów
Łyżeczką się odmierzyć da

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
Niepokonanym
Wśród tandety lśniąc jak diament
Być zagadką, której nikt
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas*

S:
Lepiej się chłopie zastanów nad sobą…

G:
Tak, zastanów się – warto…

Wyszło słońce – po kilku dniach deszczu. Głos i Szept ucichły…

Wyszedłem do sklepu. Przechodząc obok piwiarni – spojrzałem przez szybę. Przy jednym stoliku siedzieli; Szept spod dywanu i Głos zza szafy. Siedzieli, popijając piwo i śmiali się z czegoś tak, aż im łzy leciały…

Pospiesznie odszedłem.

Po powrocie do domu spisałem to wszystko, jako pewnego rodzaju MEMENTO…