W czasie, tragicznych finansowo i psychicznie, zakupów przedświątecznych zauważyłem, że kobiety popatrują na facetów robiących za silnik do wózka z zakupami. W pierwszym odruchu myślałem, że to naturalne zaciekawienie płcią przeciwną. Ale nie. One potem patrzą również na właścicielkę silnika. Trochę nie mogłem się w tym połapać, aż wreszcie mnie olśniło!

Zakupy przedświąteczne to rodzaj giełdy próżności. Chodzi o to która ma bardziej stuningowany i wypasiony egzemplarz doczepiony do wózka! Taka wystawa swoich (jak najbardziej), męskich ruchomości.

Biorąc to pod uwagę, na gehennę pod tytułem „zakupy przed Wielkanocne”, przygotowałem się już dość starannie. Aczkolwiek z tą niedbałością świadczącą o pewnej klasie. Granatowy komplecik od Pepe Jeans, do tego taka sama koszulka (biała), białe trampki i biała kurtka od Navigatora. Generalnie – sportowy luzik z odrobiną smaku. Łeb ogolony prawie na łyso, no i dwudniowy zarost, który nie wiedzieć czemu uważa się za atrakcyjny…

Wybrałem się na tę samobójczą eskapadę tradycyjnie – z entuzjazmem porównywalnym do tego jaki pewnie panował wśród sybiraków – w kibitce.

Moja Wierna(…) Małżonka szła ze mną jak z psem bardzo rzadkiej rasy, śmiało spoglądając na rywalki. Tyle włożyłem w Jej dobre samopoczucie. Potem to już było tylko gorzej.

Już nie wspomnę, że tradycyjnie wpierw musieliśmy oblecieć jakieś sklepy z torebuszkami, buciczkami i innymi „wielkanocnymi” (!!!) atrakcjami. Przegryzłem to w milczeniu i z tężcowym uśmiechem na ustach. Pozachwycałem się i pokiwałem wielokrotnie głową jak koń ze źle założoną uzdą – co byłoby nawet trochę na temat…

Zupełnie gorzej zaczęło się dziać z nudów. No bo ile można wlec się po tych alejkach. Ile razy można odpowiadać „Oczywiście kochanie, weź” – jak przystało na świątecznego pantoflarza. No ile można?!

Postanowiłem trochę sobie urozmaicić człapanie za wózkiem. Pomyślałem, że skoro jest program „Jak oni śpiewają” to ja może zainauguruję całkiem nowy pod tytułem „Jak oni tańczą”… Poziom zapewniam podobny…

Moja Wierna(…) Małżonka zawsze była fanką tej muzy, która każe facetom ubierać się w obcisłe trykoty i wyginać się w rytmie muzyki, w ogóle nie dającej się tańczyć. Balet to się nazywa i powoduje, że Ona robi się autystyczna. Chałupa by się mogła spalić, pies by Jej rękę odgryzł a Ona i tak by tego nie zauważyła. Kiedyś myślałem, że to z powodu specyfiki strojów, które są dość „jajcowate”, że tak wrzucę kolokwialnie. Ale nie. Na baby też się gapi i na mieszane pary również. Ma po prostu fioła na tym punkcie. Postanowiłem to wykorzystać i dołożyć do czynności codziennej, trochę uduchowienia.

Wózek do zakupów daje wiele możliwości. Można go rozpędzić i stanąć na nim, można położyć się jadąc – na rączce do pchania. Można kręcić nim piruety i robić różne figury. W trakcie tych ewolucji  – lewa nóżka w górę, prawa nóżka w górę lub wariant ekwilibrystyczny – obie… Starałem się bardzo. Ostatecznie, skoro są mistrzostwa tańca na wózkach inwalidzkich (kto to wymyślił ???) to dlaczego nie na wózkach z zakupami.

I tu mnie spotkała przykra niespodzianka. Wprawdzie cześć bardzo młodszej widowni spoglądała z przychylnym zainteresowaniem na moje artystyczne pląsy ale przykładowo – mohersy już nie. Jeden egzemplarz płci (przepraszam za podejrzenie o płeć) prawdopodobnie około żeńskiej, nawet się przeżegnał. Również moja Wierna (…) Małżonka (wbrew moim oczekiwaniom) wypowiedziała się bardzo nieprzychylnie, dając mi do zrozumienia, że stara dupa już jestem a zachowuję się… No, generalnie – dziwnie. Nie obyło się bez poruszenia mojej inteligencji i stanu umysłu ogólnie. Atmosferka się zważyła i „czar świątecznych zakupów” (…) lekko u Niej ostygł. Dalej to już lazłem smutny jak „Łysek z pokładu Idy” z tą tylko różnicą, że jego wózki z węglem były dużo lżejsze…

Przy kasie – tradycyjnie, zajęliśmy około 15 metrów i 37 centymetrów taśmy podajnika, który aż zajęczał. Rachunek jak za czteroosobowe wczasy na Bermudach. A mówił  mi facet w banku, żeby zrobić limit dzienny. Pewnie też żonaty. Czasami warto posłuchać innych. A takto chyba jeszcze w sierpniu będę pałaszował z „apetytem” wielkanocne przysmaki…

Jedno co dobre z tego wszystkiego – kupiliśmy Wnusiorkowi Kochanemu buciczki i kwaczącą kaczkę. Bez podtekstów politycznych, bo Wnusiorek jeszcze bierze świat takim, jaki jest w realu. Będziemy się nią bawić jutro (ja i Mikołaj), bo w tym roku szczęśliwie załapaliśmy się (w pierwszy dzień) z ryjami na gotowe – do Dzieci.

Czego i Wam serdecznie życzę.

A tak na marginesie.
Dlaczego Święta Wielkiej Nocy obchodzi się w dzień???