Dlaczego, w Polsce jest tak, jak jest?

Każdy ma swoją teorię na ten temat.
Co więcej – każdy jest tak (w niej) ugruntowany, że bez kija nie podchodź.

Przeważnie są to racje dość stadne, bo oparte na środkach masowego rażenia (radio, TV, Internet, ect…), które to środki serwują nam całe spektrum powodów politycznych – według aktualnego zapotrzebowania. Bo tak działa przekaz masowy, w trosce o oglądalność, która przekłada się na „kawałek chleba naszego, powszedniego”.

Stąd, podzieleni jesteśmy bardzo. Na wiele różnych stronnictw, które mają się lepiej lub gorzej – w zależności od aktualnie „miłościwie nam panujących”.

Tym niemniej, warto by mieć trochę pamięci historycznej (ostatnie 25 lat) i (chociaż minimum) wiedzy historycznej – ogólnie. Wiedza taka daje szansę na większe zrozumienie tego, co obecnie dotyczy nas – jako obywateli RP.

Poruszę, jedynie dwie sprawy.
Dwie, ale niezwykle istotne dla naszego „tu i teraz”.

1. ELITY POLITYCZNE.

Tak się źle składa, że polski kapitalizm jest tworem bardzo młodym. W zasadzie, ma niewiele ponad ćwierć wieku. Żadne doświadczenia czasów poprzednich (przykładowo; przed II Wojną Światową) nie mają tu nic do rzeczy. Dzieję się tak, ponieważ, oprócz pamięci o tym, że (podobno) było lepiej niż obecnie – nie przeniesiono tradycji elit politycznych. Z częścią tych elit załatwił się Hitler, z pozostałymi „komuna”.

Stan elit politycznych RP, od roku 1989, pozostawiał (i pozostawia nadal) bardzo wiele do życzenia.
Pamiętajcie, że do władzy przyszli ludzie „z ulicy”.

Tak, tak…
Proszę się nie oburzać, tylko przypomnieć sobie, kto kierował państwem – politycznie, społecznie czy gospodarczo. Byłi to ludzie, którzy (nawet, jeżeli mieli odpowiednie wykształcenie) kapitalizm znali jedynie z książek lub innych przekazów. Ponieważ, co innego jest zdać egzaminy celująco a co innego, wziąć stery państwa w ręce.

Oddzielną sprawą jest jeszcze to, że większość rządzących przychodziła (przychodzi) z klucza politycznego a nie ze względu na swoje umiejętności. Ale to też jest znamienne, dla czasów.

Obecne elity polityczne to dopiero „żłobek elit”.  To dopiero szansa, że kolejne pokolenie zaczerpnie z doświadczeń obecnych i na ich podstawie, poprawi coś w przyszłości. A przynajmniej – miejmy nadzieję.

Jeżeli przejrzycie historię wszystkich (!) początków kapitalizmu (w innych krajach), zobaczycie, że nepotyzm, korupcja, bałagan prawny oraz mnóstwo innych nieprawidłowości, to chleb codzienny. Ja tego nie usprawiedliwiam – ja tylko staram się zrozumieć. Kapitalizm, w zarodku, jest drapieżny, niekontrolowany (lub niewiele) i (czasami) groźny – nie tylko gospodarczo czy społecznie. Politycznie, również.

Zwróćcie uwagę, na liderów ugrupowań partyjnych. Czyli na tych ludzi, którzy są (lub za chwilę będą) naszymi przywódcami, ich pomocnikami i doradcami. I nie łudźmy się – polityczny żłobek i siermięga!

2. KASA PAŃSTWOWA.

Miło się słucha wszelkiego rodzaju obietnic. Tych przedwyborczych, najmilej bo są duże, optymistyczne i dające nadzieje.

A ja się pytam:
Nadzieje na co?

Nie trzeba być wielkim ekonomistą do tego, aby się zorientować, że państwo to twór, który opiera się na środkach finansowych. Płyną one z wielu źródeł; podatki, ludzka praca, bogactwa naturalne – to ich część. Tym niemniej, bez względu na to, skąd – pieniądze są potrzebne do tego, aby państwowość mogła istnieć.

Żyjemy w ubogim państwie europejskim – jednym z uboższych.
I nie ma tu się co dąsać – to jest fakt.

Za to, apetyty mamy jakbyśmy byli Niemcami lub Francuzami!

Przykro mi bardzo, ale możemy się jedynie oblizać. Niemcy czy Francuzi – na których tak chętnie patrzymy – zapracowali na swoje przez kilkaset lat. A z pewnością – przez ostatnie kilkadziesiąt.

To jest zupełnie inna strefa polityczna, gospodarcza i społeczna. To jest stary kapitalizm. Kapitalizm, który dopracował się elit, przepisów i myślenia kapitalistycznego. To jest strefa bogata, ale nie bogata bo dodrukowali tych euro czy ukradli nam. Po prostu – zapracowali sobie na to!

Wiem, że to brzmi fatalnie dla nas, Polaków, którzy też by chcieli do tego bogactwa. Z tym, że to bogactwo nie wynika z chciejstwa a z pracy pokoleń. Oczywiście, przy dobrych rządach , przepisach – w tym; prawa. Bo jedynie tak napełnia się kasę państwa. Nie jednorazowo a permanentnie – dając szanse kontynuacji rozpoczętych programów, przedsięwzięć i idei.

Nasza kasa jest pusta. Pomysły z obniżaniem podatków, zwiększaniem zarobków (strefa budżetowa) oraz temu podobnych (równoległych) – to jedynie dalsze pustoszenie państwowej szkatuły. Nie mówię tu o racjach strajkujących – to oddzielna sprawa, ale kasa jest jedna i musi starczyć na wszystko. I wszystkim (z takiej, pustej kasy) nie dogodzimy. To jest klasyczna sytuacja – „coś za coś”. Trzeba zrozumieć, że żyjemy z budżetu biednego państwa i problemy będą zawsze, póki (kiedyś) sytuacja się nie poprawi.

Biorąc to, w kontekście tego, co napisałem o dzisiejszych elitach – marnie to wygląda.

REASUMUJĄC

Oczywiście, rozumiem, że każdy chce żyć jak najlepiej. Żyje się dzisiaj a nie w jakimś „kiedyś”, Ja też chciałbym mieszkać w Polsce bogatej i mocarstwowej. Ale to są jedynie pobożne życzenia. Bogaci (jako państwo) nie będziemy jeszcze długo. I trzeba się do tej myśli przyzwyczaić. I do tego, co z tego ubóstwa wynka.

Oczywiście, można burzyć się, że inni mają lepiej – bo dostatniej, stabilniej i bardziej perspektywicznie.
Można – tyle, że takie porównania powodują jedynie zgorzknienie i zawiść.
W bardzo (!) rzadkich przypadkach, motywację. Ale to jedynie margines.

Cieszmy się, że i tak mamy lepiej, niż olbrzymia liczba państw, w których jest jeszcze gorzej.
Bo, i tak mogło być.
Nie zazdrośćmy innym – bierzmy z nich przykład.
Bo to jest jedyna (!) droga do tego, aby było lepiej.

P.S.
Domyślam się, że to, co napisałem nie spotka się z przychylnością.
Lepiej się oszukiwać.

Tak, więc…
Obniżenia podatków, zwiększenia dochodów, obniżenia cen artykułów spożywczych, darmowej służby zdrowia i szkolnictwa, zniesienia VAT (CIT i pozostałych), mniejszych składek na ZUS, większych emerytur, zwycięstwa nad Rosją (w pakiecie z Niemcami), mocarstwowści i w ogólę – życzę Wam z całego serca.

A sobie – spokoju.