Od czasu do czasu zdarza mi się bywać za granicą. Mówię o tej zagranicy, która nosiła kiedyś legendarne określenie „Zachód”.

Jako osoba genetycznie zdeterminowana seksem (taka opinia na temat mężczyzn krąży wśród większości pań), ograniczę się do tych wrażeń, które zahaczają o stosunki damsko-męskie.
Zauważyłem pewną prawidłowość, która na początku wywołała u mnie lekką panikę, następnie wielkie dowartościowanie (w obu przypadkach – niepotrzebnie).

Otóż reakcją na uśmiech skierowany do obcej kobiety, był przeważnie jej uśmiech.
Na początku była to dla mnie wielka tajemnica. Po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że jest to naturalne zachowanie człowieka. I nie ma w tym nic tajemniczego.

Dlaczego o tym piszę?
No właśnie…

Przebywając w kraju zauważyłem, że uśmiechając się do obcej kobiety, można wywołać kilka podstawowych sposobów odzewu.
Oto one w kolejności częstotliwości występowania:

Niewidoma – pani, której wzrok prześlizguje się po mojej twarzy w sposób sprawiający, że czuję się pół lub całkiem przezroczysty. Nie ma mnie! Trzeba upuścić łyżeczkę, aby utwierdzić się w przekonaniu, że to tylko złudzenie. Inni mnie widzą. Uff…

Wystraszona – najchętniej schowałaby się pod obrus na stoliku. Panika w oczach i nieskoordynowane ruchy. Może zacząć mieszać kawę długopisem lub zamiast paczki papierosów wyciągnąć z torebki tampony i zapalniczkę. Nie dopije kawy – ucieknie…

Laborantka – spojrzy na mnie wzrokiem rozkładającym na części składowe. Otaksuje z kamiennym obliczem, jak szczura po doświadczeniu. Robi mi się wtedy lekko nieswojo i czuję, że moje miejsce jest w labiryncie, gdzie czeka na mnie kawałek sera w nagrodę.

Najpiękniejsza we wsi – to, że nie zacznie się ze mnie śmiać, wynika jedynie z tego, że przywykła do takich zer jak ja, podziwiających jej boską urodę. Mina zdaje się mówić, żebym sobie odpuścił. Jest nieosiągalna i ponad… Nie wyklucza to jednak, że założy nogę na nogę w sposób dający możliwość podziwiania jej wdzięków… aż do samej wątroby.

Cnotliwa – momentalnie sie wyprostuje, zrobi poważną minę, jej kolana gwałtownie się spotykają. Nie jest ani obrażona ani wyniosła, ale i tak człowiek sie czuje jakby atakował klasztor Karmelitanek – w samych gaciach.

Zdesperowana – po sekundzie żałuję, że się uśmiechnąłem. W oczach ma 365 pozycji seksualnych, i obietnicę, że mam przerąbane. Czeka na jakikolwiek pretekst aby zacząć radosne gulgotanie na tematy okołołóżkowe. Oczywiście nie od razu… Taka łatwa to ona nie jest… Musi upłynąć ze dwie – trzy minuty.

Normalna – i to właśnie jest ten rzadki i fajny przypadek, kiedy to… uśmiechnie się.

Przecież to do niczego nie zobowiązuje. Wie, że ją zauważono i… jest to forma podziękowania za cichą adorację. I nie znaczy to wcale, że zaraz lecę do niej z portkami opuszczonymi do kostek. Klasa wymaga szacunku. Oczywiście – można sprobować jeszcze posunąć się dalej. Lecz ostrożnie i z zachowaniem zasad obowiązujących dżentelmena. O ile to hasło z czymkolwiek się jeszcze kojarzy…

Tak to wygląda z punktu faceta, który wcale nie chce być nachalny, niemiły czy nietaktowny. Większość kobiet nie docenia uśmiechu. A jest fajny i powoduje, że robicie się Panie atrakcyjniejsze. A to chyba nic złego? Prawda?