Przyczyny są dwie. No może trzy. Ale za to ważne.

Pierwsza z nich to praca.
Uczeni i statystycy obliczyli, że w różnych krajach, czas pracy wykorzystany jest lepiej lub gorzej.
Oznacza to, że w godzinach, szumnie zwanych „godzinami pracy” jedynie część wykorzystujemy dla dobra instytucji, która nam płaci (lub udaje) a pozostały czas marnujemy mniej lub bardziej bezproduktywnie.
W Polsce określono wykorzystanie produktywnego  okresu (8-mio godzinny system pracy) na 3 godziny i 35 minut! W takiej Japonii na 6 godzin i 46 minut.
Broń Boże, nie namawiam na podniesienie wydajności z jednego metra kwadratowego biurka. Od tego są inni. Ja jedynie proponuję sensowne wykorzystanie czasu, w którym czaicie się przed zwierzchnikiem. Siedzenie przed komputerkiem i klepanie w klawiaturę jest zajęciem bezpiecznym optycznie.
Każdy szef lubi taki widok.
Wiem, bo też jestem szefem i nie mam złudzeń! Można zawsze jeszcze mieć „pod spodem” swojego bloga, otwarty jakiś arkusz kalkulacyjny lub pismo i… pstryk – w razie czego.
Czyli, mówiąc krótko – w ten sposób nie narażacie szefa na nerwy, wrzody lub pomysły dotyczące ewentualnych ruchów kadrowych. Człowiek nad komputerem to pracowity człowiek!

Drugi powód to dom.
Panowie, co robić kiedy ona notorycznie przesiaduje z piwem w ręku gapiąc się na kolejny mecz lub podnieca się następnym bolidem na TVN Turbo.
Co zrobić kiedy ona rżnie z koleżankami w pokera. Strach się odezwać, bo jeszcze Niebieska Linia będzie potrzebna a i wstyd przed kumplami z podbitym okiem łazić…
No to co…
Jak już podamy im te wszystkie kawy, fistaszki i inne atrybuty „spotkania w gronie” – zaczyna się nuda.
Siadamy i… czytamy, piszemy, zawieramy znajomości i robimy wszystko aby sobie jakoś osłodzić czas domowego terroru. Zajęcie ciche, bezpieczne i nie narażające nas na gniew małżonki.

Trzeci powód to po prostu zespół pozytywnych cech, które nabywamy udzielając się na blogu.
Można się wygadać. W robocie i w domu nikt przecież Cię nie słucha.
Nie bez znaczenia jest rola terapeutyczna „wypisania” swoich problemów. To pomaga.
Godzina terapeuty kosztuje około 100 PLN. A tu – proszę. Nie dość, że darmoszka, to jeszcze masz bardzo wielu terapeutów!
I każdy Ci pomoże, bo co jak co ale w tym kraju jest około 38 milionów tych, którzy mają radę na każdą sytuację.

Może ktoś Cię polubi?
Jest szansa na poznanie ciekawych ludzi, choć chwilowo jedynie korespondencyjnie, to jednak… życie jest pełne niespodzianek.
Może jakaś nowa „Samotność w sieci” wyniknie lub jakiś „Romeo i Julian”- żeby bardziej pluralistycznie.
Wiecie, że ludzie poznani przez Internet są milsi od tych z „realu”?
Zawsze można sobie wyobrazić, że ta Pani to… no… ale laska!!!
A ten gość to… aż ciarki chodzą po grzbiecie.

Ja zacząłem pisać, bo mi dużo rzeczy doskwierało a nie miałem jak się tym podzielić z innymi. Dzielę się radościami, smutkami i kawałkami tego, co mnie dotyczy.
I czasami mi lżej. I czasami mam nadzieję, że może choć przez moment ktoś się zastanowi…

A poza tym wszystkim…
Dlaczego nie? Może się okazać, że ludzie chcą Cię czytać. Że czekają na każdą następną notkę napisaną przez Ciebie.
To jest fajne…   Dlatego warto.
Spróbuj…