Wolność jest (wpierw) stanem ducha a nie stanem technicznych możliwości.
Człowiek, który dorósł do Wolności, nie miewa pomysłów mogących mu ją zabrać. Nie ma ich, nie z obawy o stratę lecz dlatego, że jest wolny i nie ma potrzeby podobnych działań.
To jest ważne, bo Wolność jest również korelacją z otoczeniem bardzo szeroko rozumianym.

Naturalnym stanem człowieka jest stan, który określam (za Carlosem Castanedą) jako dobre intencje. Jest to stan pewnej logiki myślenia, nastawienia i co za tym idzie – postępowania. Nasze uwarunkowania rodzinno – społeczne (i wiele innych) powodują, że nie posiadamy dobrych intencji, nawet jeżeli nam się wydaje, że je mamy. Zapomnieliśmy jak wyglądają w czystym stanie naturalnym. Czasami używamy formy szczątkowej.
Tak samo jak zapomnieliśmy, że istnieje Wolność. Też musimy zadowolić się formami szczątkowymi.
Taka wolność we własnym mniemaniu.

Wiele osób myli Wolność z samowolą czy wręcz, anarchizmem. Wolnością nie jest uderzenie kogoś kijem – bez obawy konsekwencji. Wolnością nie jest bunt przeciw ustrojowi czy objawom przymusu z jego strony. Ponieważ Wolność nie posługuje się kategoriami żadnej walki.
To jest wielka pomyłka.
Owszem, stosuje się czasami taki ciekawy wybieg, jakim jest „walka o wolność”. Ale w najlepszym przypadku jest to jedynie działanie w kierunku uzyskania „wolności” a nie jest samą Wolnością.

Wolność jest również stanem pokoju zewnętrznego i  wewnętrznego.
Jakakolwiek walka – czy z czynnikiem zewnętrznym, czy z sobą – wyklucza Wolność.
Owszem, może być drogą do…
Ale i to jest dość mętne, biorąc pod uwagę, że tak naprawdę nie mamy przy tym (również, za Carlosem Castanedą), Nieskazitelnych intencji.

Tak samo jak człowiekiem mającym wszystko, jest człowiek nie potrzebujący niczego – tak człowiekiem wolnym jest człowiek wolny od czynników zniewalających.

Co, w dzisiejszych czasach jest (dla Stada) taka samą utopią jak wiele innych frazesów, będących jedynie „samouspokajaczami” lub tematami dyżurnym dla tych, którzy chcą powalczyć z wiatrakami.
Mimo dobrych założeń z ich strony.

Nie uważam się za człowieka wolnego.
Moje wybranie takiej a nie innej Drogi, jest jedynie próbą poszerzenia obszaru, wolnego od zniewoleń.
Zniewoleń, którym podlegałem przez wiele lat.
I nie łudzę się, że kiedyś pozbędę się wszystkich…

ALE PRZYNAJMNIEJ COŚ ROBIĘ W TYM KIERUNKU.
Nie czekam na Wielki Prezent: WOLNOŚĆ.
Bo go nigdy nie będzie!!!

Nawet jeżeli jest to Droga niedoskonała, kręta i przecinająca się sama ze sobą wiele razy – warto.