Na początku myślałem, że to jedynie solidarność jajników, w moim domu, przybrała zatrważające rozmiary. Ale nie…

Moja Wierna (…) Małżonka, w ramach MŚ w siatkówce, przez kilka dni bohatersko wstawała w godzinach uznawanych przez normalnych ludzi za chore. A to 4 rano, a to 2.30, a to inna godzina – ale z tego samego zakresu chorobowego.

Zaczynam się zastanawiać nawet, czy Ona nie jest jakimś podstawionym cyborgiem!!!? Wstawać codziennie o takich godzinach a potem jeszcze iść do pracy lub na cały dzień do Wnusiorka… Człowiek tego raczej nie powinien wytrzymać. Ciekawe, czy jakbym rozkroił Wierną (…) Małżonkę to polała by się krew, czy wysypałyby się trybiki, kabelki i śrubki…? Może kiedyś to sprawdzę…

Ja o tych godzinach to co najwyżej jestem w stanie wspiąć się na takie wyżyny jak samodzielne wysikanie się. A i to po omacku i na siedząco. Na stojąco bym się wywrócił, bo nie mam się jak przytrzymać, ponieważ muszę tego bydlaka trzymać oburącz…

No ale mniejsza o szczegóły urologiczno-konstrukcyjne. Dość, że jest dziwnie.

Dziewczęta w ramach podzięki za zaangażowanie mojej Wiernej (…) Małżonki, przerżnęły większość spotkań koncertowo. Co miało oczywisty wpływ na atmosferę domową. W powietrzu wisiało lekkie przygnębienie i senność. Przekładało się to na ogólny spadek gadatliwości Wiernej (…) Małżonki a za to podniosło znacznie zaczepność i upierdliwość… Jako osoba doświadczona w małżeństwie, schodziłem przez te dni z linii strzału. Spokojnie wysłuchiwałem komentarzy dotyczących palenia, mojego prowadzenia czy też dyżurnego już tematu – wieszaka przy wejściu do domu. Z wieszakiem to chodzi o to, że jak zaczynam zajmować więcej miejsca jak Ona, to znaczy że jestem leń i bałaganiarz. Natomiast kobieta to musi mieć pod ręką… Nawet pół szafy czasami musi…

Po klęsce pań wydawało mi się, że nastanie stabilizacja emocjonalno-organizacyjna. Naiwniak jestem… Przyszła kolej na męską siatkówkę. I tu zaskoczenie. Moja Wierna (…) Małżonka siedzi znowu przed telewizorem! Właśnie w tej chwili Polacy wygrali pierwszego seta z Egiptem. Leży sobie na kanapie, pod kołdereczką i ma wymagania jeszcze… A to kawka, a to (właśnie przed chwilą) – „papierosy mi się kończą”. Pewnie myśli, że zaraz polecę z psem a „przy okazji”…

Muszę Wam powiedzieć, że „kobieta zmienną jest”. Po latach olewki wszelkiego sportu, moja Wierna (…) Małżonka zapałała chorym uczuciem do sportu. I to prawie do każdego. Mitingi lekkoatletyczne, siatkówka, sumo (o co tu chodzi!!!???), piłka nożna i wszelkie przejawy rywalizacji o jakiś kawałek gadżetu na tasiemce – zwisającego na szyi lub po prostu o nic…

Dobrze, że nie transmitują walk kogutów, bo jeszcze by sobie kupiła kilka jakiś fajnych.

Cała sytuacja jest o tyle niepokojąca dla mnie jako mężczyzny, że moja muskulatura w stosunku do znakomitej większości panów (a i pań!!!) nie wytrzymuje porównania. Moja Wierna (…) Małżonka po obejrzeniu dowolnego sportu, popatruje na mnie od rana (wtedy chodzę jeszcze w wydaniu mało tekstylnym) jakoś tak, jakby z pewnym politowaniem i rezygnacją. Ma to oczywisty wpływ na moją delikatną konstrukcję psychiczną i jakiś schizo-dół jest bardzo niedaleko. Na razie mam lekkie kompleksy co do wypasu mojej sylwetki… Może zapiszę się na sumo. Z moimi 75 kilogramami… (Właśnie kazała mi opróżnić popielniczkę…Opróżniłem, bo zanim przyjadą z tej Niebieskiej Linii to może być za późno…)… to ja pewnie kariery nie zrobię, ale parę kilo to mi trener dowali środkami chemicznymi… W ramach tuningu sylwetki…

NO…! Skończył się mecz z Egiptem. Wygraliśmy!!!

Dzisiaj Wierna (…) Małżonka będzie w dobrym humorze. Może nawet wyprowadzi mnie na spacer…?

Dziewczyny!!!
Napiszcie, że SZUPŁE (nawet jeżeli chude i trochę już starsze) JEST PIĘKNE – czy coś w tym klimacie…