Mieszkam od zawsze w Warszawie, mieście dość skomplikowanym i to nie tylko pod względem architektury, na którą wybitny wpływ wywarł niejaki Adolf Hitler, co pod względem sposobu myślenia kolejnych władz tegoż miasta. Oto przykłady,do sprawdzenia, osobiście:

Kamień. Na Starym Mieście (opodal szewca z szablą), leży olbrzymi głaz narzutowy. Przytransportowano go sporym wysiłkiem ludzi oraz sprzętu i użyto jako swoistego pomnika. Nie byłoby w tym nic aż tak dziwnego – jest wiele tego rodzaju pomników na całym świecie – ale  oczywiście u nas, musi być zawsze dziwnie… Dlaczego? Na kamieniu jest wyryty napis, że w tym miejscu stał dom , w którym mieszkała Maria Konopnicka, w latach… i tak dalej. Wychodzi na to, że jest to pomnik, poświęcony domowi, no bo przecież nie Konopnickiej… Mam propozycję. W ramach oszczędności, przerobić ten kamień na kostkę brukową, a ustawić małą tabliczkę z napisem: W tym miejscu stał kamień, na którym było napisane, że stał tu dom, w którym mieszkała… i tak dalej…

Tablice. Na Krakowskim Przedmieściu, na ścianie jednej z kamienic wmurowano dużą tablicę pamięci. Tablica, której koszt to „cirka ebaut” kilka tysięcy zyli (PLN). Tablica jest ładna, dobrze wkomponowana i nie zakłóca estetyki. Jednakże napisano na niej, że w tym domu mieszkał Stanisław Wokulski, wielki patriota, sybirak i społecznik… I dalej: postać stworzona (!) przez Bolesława Prusa… i tak dalej… Czyli… tak naprawdę nie mieszkał… Idąc tym tokiem myślenia, proponuję wystawić (na Krzywym Kole) tablicę martyrologiczną, ku czci porażonych przez Bazyliszka. Też głupie…

Syrenka warszawska. Jesteśmy chyba jedynym miastem na świecie, które w herbie ma ciekawostkę rodem z gabinetu chirurgii plastycznej. I nie chodzi mi o to, że pół ryby a pół kobiety. To jest OK. Mam propozycję dla pań. Taki eksperyment. Stańcie przed lustrem w toplesie i podnieście prawą rękę w takim geście jak nasza Syrenka. Czyli mniej więcej – połóżcie dłoń na potylicy… Już ? No i ciekawe, która z Was ma teraz piersi równo? A Syrenka na pomniku ma!

Kto da więcej?