NIBY HISTORYCZNIE, ALE…

Zacznę od faktu, który brzmi jak ponura anegdota.
Mimo, że brzmi, to jednak nie jest anegdotą a jedynie obrazem naszego (jako społeczeństwa) tragicznego upadku.

Kobieta, której całym dorobkiem życiowym są cztery kury na podwórku oraz jeden świniak w chlewie, zostaje…
Premierem 38-milionowego kraju, w środkowej Europie!!!

Wykształcenie: ciszej nad tą trumną.
Intelektualnie: ciszej nad tą trumną.
Merytorycznie: ciszej nad tą trumną.

Ale ma wielki plus: jest wierna i zrobiona z plasteliny.
To wystarczająca (jak się okazuje) rekomendacja na to stanowisko.
Dla przypomnienia: mamy XXI wiek.

To jest dopiero, polityczne disco-polo!

Te kawałki, które napisałem pogrubioną czcionką, proszę przeczytać trzy razy, żeby dotarło!

(…)

No, dobra – zostawmy ten krępujący temat.
Weźmy się  za następny.

Sejm i Senat.

Jak wiadomo wszystkim (?) nasz Sejm składa się z 460 posłów.
No, kupa ludzi. Ludzi, którzy sterują tym państwem. A przynajmniej takie są szlachetne założenia.

A w rzeczywistości?
Z 460, około 360 nie zna się na niczym, przydatnym do kierowania tą dziurawą arką, jaką jest nasza RP. 
To jest, tak zwane, mięso sejmowe.

Wymagania dotyczące mięsa sejmowego są dość skromne.
Trzeba się nauczyć poszukać swojego miejsca na sali oraz obsługi urządzenia, które składa się z trzech guzików i szpary do wkładania karty osobistej posła. Większość ogarnia to, po dość krótkim czasie. 

Rodzi się pytanie:
Skąd oni się znaleźli w Sejmie?
Kochani – wybraliśmy ich!

Bo mieli lepszy makijaż na plakatach, bo fajniej obiecywali, bo jakiś guru poklepał ich po plecach, bo…
Tu można wstawić jeszcze kilka, równie beznadziejnych powodów.
Powiecie, że przesadzam.
Nic podobnego!

DYGRESJA.

Taki, krótki test:
Kto z Was był (przed wyborami) na spotkaniu z kandydatem na posła i zorientował się o co mu chodzi, jaki ma pomysł i program, czy oprócz ładnego krawata, reprezentuje coś jeszcze?
Merytorycznie, intelektualnie.
Czy, oprócz wyuczonych frazesów, ma jeszcze cokolwiek w głowie?

Kto z Was pomyślał:
– No, nie… ten mi nie pasuje…
I poszedł na spotkanie z innym, żeby znaleźć tego, który pasuje do naszych, własnych wymagań i oczekiwań?

No, kto?

Ojej!
No, las rąk!!!
Jestem wzruszony…

A tak, na poważnie – jesteśmy producentami sejmowego mięsa i tyle!

KONIEC DYGRESJI.

Większość tych ludzi nawet nie ma pojęcia o co chodzi w ustawach, na które głosują. Pewnie nawet ich nie czytają, bo język ustaw jest bardzo skomplikowany, najeżony odnośnikami do innych aktów prawnych i trzeba niezłego obycia prawniczego, żeby to ogarnąć. 

Zresztą, czytać i tak niema sensu, ponieważ…
(o tym będzie za chwilę…)

Pozostała część posłów (około 100) dzieli się na dwie grupy:

1. Ludzie, którzy mają pojęcie o tym, po co są w Sejmie i mają pojęcie na temat tego, co się tam dzieje. Tych jest pewnie z 80. sztuk. Oni ogarniają zawiłości prawne, meandry logiczne i to, co (długofalowo) może wyniknąć z tej, czy z innej, ustawy. Z tym, że ich wiedza jest zbyteczna a czasami nawet szkodliwa, bo jest następna grupa posłów – około 20.

2. Ludzie, którzy znają się na wszystkim!
To są wszelkiej maści prezesi, przewodniczący, ich zastępcy i jeszcze kilku wyszczekanych, ale „po linii i na temat”.
I to jest najbardziej szkodliwa część Sejmu. To oni kreują wszystko to, co się  dzieje na sali (hm…) obrad.
Mało tego. To oni właśnie ustalają dyscyplinę partyjną!
Dyscyplinę partyjną, która cieszy mięso sejmowe (nie trzeba nic wiedzieć ani na  niczym się znać) a denerwuje tych, którzy kumają o co , w tym wszystkim, chodzi, bo oni wiedzą, że zanosi się na kolejną lipę, w  imię interesów partyjnych lub interesów grupy posłów.

DYSCYPLINA PARTYJNA jest klasycznym zaprzeczeniem demokracji!!!

I co z tego, że ktoś ma swoje (nawet słuszne) zdanie, skoro i tak musi zagłosować tak, jak guru partyjny każe?
A jak nie to…
Fora ze dwora!

Prawdopodobny cytat:
– Panie pośle X. Pańskie zdanie, to pan przedstawi żonie, wieczorem, przed spaniem, a na razie, to pierwsze dwie ustawy głosujemy na „tak”,  trzy następne na „nie” i ostatnią  na „tak”. Jasne?
– Jasne, panie prezesie.
– No!

Żeby  było jasne!
To nie jest choroba jakiegoś konkretnego ugrupowania politycznego.
To jest zjawisko powszechne i obowiązujące we wszystkich partiach.

Nie miejcie złudzeń.
Zresztą, do faktu dyscypliny partyjnej, przyznają się oficjalnie wszyscy i nikt jakoś się nad tym nie zastanawia.

A warto by było, bo to jest pokazanie środkowego palca demokracji, która (ha, ha, ha…) panuje w tym kraju.

(cdn…)