1. Ryzykowny humor

Moja Wierna (…) Małżonka, jak co roku, zahipnotyzowana jest występami z gatunku wypisanego w tytule. Zachowuje się przy tym dość niepokojąco: a to wzdycha aż się obrus na stole marszczy, a to oczami przewraca jak Piekarski na mękach – widać, że jest zaangażowana.

W ramach tego, żeby złapać jakąś płaszczyznę porozumienia – zasiadłem i ja. Dodatkowo, nie chciałem aby czuła się wyobcowana jakaś, we własnym (!) mieszkaniu.

Dygresja.
Tak, tak – we własnym, bo lata temu przepisałem chałupę na nią.
Instrukcja obsługi, dla młodych dziewcząt, jak osiągać cele życiowe:

DZIEŃ 1

Ja:
– Kochanie, szybciutko do wyrka bo mam taką chcicę, że aż…
Ona:
– Przepisałbyś mieszkanko na mnie…
Ja:
W głowie się babie przewróciło – akurat!
Ona:
– No, to z seksu też nici.

DZIEŃ 2

Ja:
– Kochanie, szybciutko do wyrka bo mam taką chcicę, że aż…
Ona:
– Przepisałbyś mieszkanko na mnie…
Ja:
W głowie się babie przewróciło – akurat!
Ona:
– No, to z seksu też nici.
…..
…..
…..

DZIEŃ 11

Ja:
Kochanie chodź już bo sperma zalewa mi oczy.
Ona:
– A mieszkanko przepiszesz?
Ja:
Przepiszę, do cholery, tylko choć już bo dojdzie do czynów gwałtownych
Ona:
– Już biegnę, kochanie moje…

Słowo się rzekło.
Następnego dnia przepisałem.
Koniec dygresji.

Tak więc, wracając do dnia dzisiejszego – zasiadam i…
E, no…
To nawet jest fajny sport.
Tyle, że zupełnie niepotrzebnie, jacyś faceci komentują.
Jakieś axle, sarhofy czy tulupy.
A kogo to obchodzi!

Jako bardzo umiarkowaną, szowinistyczną, męską świnię, zainteresowały mnie tyłeczki sportsmenek. No, i okolice.

Panowie, bajka!
A najlepiej to jest przy piruetach. No, cymesik.
Aż się zasapałem.

Ponieważ moja Wierna (…) Małżonka zna mnie trochę to zaraz mnie ostudziła. Powiedziała bowiem, że one pod tymi majtkami mają RAJSTOPY!!!

Ludzie!
Jak to prosto można zepsuć człowiekowi całe życie sportowe.
Rajstopy???
Masakra jakaś!
Kto to wymyślił lub (w ogóle) dopuścił?
Pewnie jakiś gej albo baba.
Normalnemu facetowi to by nawet nie przyszło do głowy.

I tak, cały czar prysnął jak bańka mydlana.
Pozostałe elementy jazdy figurowej to dłużyzny przeplatane dość efektownymi upadkami – na osłodę.

Nawet się zadumałem nad konstrukcją fizyko-psychiczną tancerek.
Wyobraźcie sobie.
Upada taka na kochę łonową, aż dwumetrowa rysa na lodzie zostaje i…
Wstaje, uśmiecha się promiennie i kręci te fikołki dalej.
Ludzie – jak to tak?

Są rzeczy, które nie śniły się ortopedom!
Diamentowa kość łonowa?

Końcowa punktacja też jakaś zwichrowana.
Ta, która miała najfajniejszy tyłek, zajęła jakieś odległe miejsce. Nic dziwnego, skoro sędziowie to, prawie, same stare baby.

Panowie.
Tym niemniej, w czasie, kiedy to na ulicy, w kawiarni czy gdziekolwiek, królują same jesienne spodnie, płaszcze i grube buty – jest to (mimo tych cholernych rajstop) jakaś odskocznia od szarej rzeczywistości.
Polecam.