kibelek

Powiedzmy sobie szczerze. Przeciętnie higieniczny facet, taki który myje penisa (minimum) raz dziennie, nie ma żadnych, samoistnych form życia, rozwiniętych na wspomnianym narządzie. Zarówno bakteryjnych jak i wirusowych. A przynajmniej nie na tyle, żeby groziło to, jakimś zagrożeniem dla organizmu posiadacza.

Skąd , w takim razie, wzięła się tradycja (bo co innego) mycia rąk, przez faceta, po oddaniu moczu. Oczywiście, po oddaniu, w sposób standardowy.

Penis, jako organ dość zakonspirowany, nie ma bezpośredniej styczności z zagrożeniami czyhającymi na nas, z racji wykonywania codziennych czynności.

Co innego ręce. Ręce dotykają tysięcy miejsc oraz przedmiotów, na których aż się roi od, wszelkiego rodzaju, mikro-żyjątek wszelkiej maści, mogących mieć wpływ na nasze zdrówko.
Klamki, poręcze, uchwyty i mnóstwo innych, nie mniej brudnych, powierzchni.

Ręce, zdecydowanie bardziej się brudzą niż penis.

A tu…

Wchodzisz do tego kibelka, stajesz przy pisuarze i tymi ubabranymi w drobnoustroje łapami chwytasz, stosunkowo czystego, penisa.

Oraz…
Po oddaniu moczu – myjesz ręce!

Sensu za grosz!

Czy nie bardziej logicznie by było, myć ręce przed wzięciem do nich naszego, drogocennego wyposażenia?
Przecież, sytuacja powtarzana bezmyślnie przez dziesięciolecia, powoduje, że właśnie tymi rękoma brudzimy sobie penisa.

Nie odwrotnie!

Mycie rąk po oddaniu moczu jest czynnością, co najmniej, zastanawiającą.
Dokładniej:

Mycie rąk po kontakcie z penisem.

Drodzy Panowie.
(a i Panie też)

Trochę z życia w innym aspekcie, ale sprzęt ten sam.

Czy spotkaliście się z sytuacją, w której (uwaga, będzie o seksie) panienka, po wstępnym (ręcznym) zachęcaniu penisa do dalszych czynności a tuż przed dośrodkowaniem, mówi do kochanka:

– Poczekaj misiu chwilę, bo muszę umyć ręce a potem dokończymy.

Nie wiem, jak to u Was bywało, ale mi się nie zdarzyło.
Wychodzi na to, że panowie są higieniczniejsi, bo jednak myją ręce po kontakcie z własnym penisem.

Oczywiście, o ile mamy pozostać konsekwentni.

Kończąc, zastanówmy się przez chwilę, skąd się to wzięło.
Czyżby rola kościoła?

Jako, że okolice (coraz mniej) uważane za intymne, nazywane były (są?), przez kościół, „nieczystymi”, być może tu jest jakieś przełożenie dla powodów tej, bezsensownej, higieny.

Ale, to tylko takie, mgliste dociekania starego heretyka ?

 

P.S.
Tak, dla jasności…
Też myję ręce po.
Ale z pewną rozterką…