Przejdź do treści

WSTĘP DYGRESYJNY

Aż się boję zacząć.

Generalnie, praca ta ma na celu pobudzenie do myślenia. Mnie, również.
Zawarte w niej prawdy/tezy/pomysły są jedynie pewnym zapalnikiem do dalszych dywagacji na poruszone tutaj tematy. Dzieje się tak dlatego, że pewne dziedziny nauki, od pewnego poziomu, są (w dużej mierze) zbiorem spekulacji, tym bardziej usprawiedliwionych, im mniej sprawdzalnych. Prawdę mówiąc, od pewnego momentu, zarówno fizyka teoretyczna jak jej matematyczny odpowiednik, są pewnego rodzaju rozważaniami na (mniej lub bardziej) mętnych podstawach. Zasada brzmi prosto. Zakładamy, że coś jest prawdą i na tym budujemy dalsze konstrukcje aprobowane (lub mniej) przez wybitne gremia. Problem zaczyna się wtedy, gdy jakiś młokos obali którąś z podstaw. Wtedy cała misterna układanka zaczyna pękać i walić się w gruzy. Przykładów w fizyce i matematyce, na taką kolej rzeczy jest sporo. W kontekście tego, co powyżej, wcale nie mam zamiaru wpadać w jakieś kompleksy w stosunku do naukowców zajmujących się podobną tematyką, z racji zawodowych. Teorię są tylko teoriami. I, o ile mają jakieś logiczne podstawy, można je położyć na jednej półce. Do czasu, gdy ktoś udowodni ich rację lub wrzuci do kosza, jako przejaw zbytniego szarżowania autora. Postaram się dążyć takimi ścieżkami, które (przynajmniej na pierwszy rzut oka) nie są zbyt ekstrawaganckie i odlepione od możliwości pojmowania przeciętnego czytelnika.

Te ostatnie zdanie jest mi szczególnie bliskie. Wynika to z tego, że wiele (większość?) książek na tematy dotyczące fizyki ponad szkolnej, ma ten feler, że rozumie je autor i grono pięciu (dobra: siedmiu) innych profesorów. A nakład wynosi 1000 sztuk. Szkoda papieru, bo język oraz sposób podania nie daje możliwości poznawczych bez skończenia (minimum) doktoratu na zadany temat. 
Oczywiście są wyjątki takie jak prof. Andrzej Dragan, dr Julian Barbour czy sir Roger Penrose. Ale to są jasne punkty w gmatwaninie wywodów pozostałych uczonych. Starałem się, przez lata, przetrawić sporo pozycji z zakresu fizyki i matematyki (z zakresu mi potrzebnego), ale to poznawcza Golgota. Dlatego postanowiłem napisać coś, co zrozumie każdy (no…) człowiek o statystycznej wiedzy i lekko niestatystycznej wyobraźni. 

Mam nadzieję, że potrafię przekazać swoje tezy w sposób przystępny i nie wywołujący odruchu niechęci.

Tak więc…
NIECH SIĘ DZIEJE!

Proszę nie kopiować!