Zauważyłem, że mimo to, iż jestem emerytem pracującym – czyli, odbierającym należne młodym miejsce pracy – nie potrafię sobie znaleźć jakiegoś sensownego zajęcia na weekendy. Obejrzałem już całego Netflixa, cały Internet oraz (przez lornetkę) wszystkie, kwalifikujące się, do podglądania wieczorami, sąsiadki i…
No, lipa jest.

Dodatkowo, sytuację pogarsza fakt, że jestem facetem z kategorii „młodzież niepijąca”, co zdecydowanie ogranicza spędzenie wolnego czasu z sensem i w jakimś ciekawym towarzystwie miejscowych chlorów – płci różnej.

Nawet Osiedlowa Pijaczka, która (ponoć) pała do mnie uczuciami złożonymi…

(patrz: https://www.donderland.com.pl/osiedlowy-amant/

… w tej sytuacji jest opcją kiepską, bo na trzeźwo to ja się z nią nie dogadam. O ile w ogóle.

Tak więc, siedzę i piszę pierdoły na Donderlandzie. Tym niemniej nie spełniam się w ten sposób do końca.

Mój Tata zbierał znaczki. Ale genetyka tu jakoś nie zagrała bo nie mam pociągu do filatelistyki.
Inne zbieractwa, mimo upływającego wieku, też mi jakoś nie idą. Numizmatyka, filumenistyka oraz pozostałe -tyki, jakoś mnie nie kręcą – niestety. Jakieś to zbyt banalne jak na moje rozbudowane ego.

Ale…
Ale…
Ale…

Ostatnio jednak, przeglądając Internet, wpadłem na dość specyficzne ogłoszenia. Otóż, wyobraźcie sobie, że panie sprzedają…

Używane majtki!

Nie wierzycie?
Wpiszcie Google:
„Majtki używane”!

(i proszę mi tu nie robić głupich domysłów na temat, jak ja na to wpadłem – czysty przypadek, jak to w życiu bywa)

Przyznam szczerze, że zapachniało (nomen omen) egzotyką.
Jako, że zawsze starałem się być oryginalny, powyższe hobby (?) mieściło by mi się w kategoriach „niebanalne zajęcie”.
Nie, żebym miał taki fetysz, ale tu chodzi o pewne wyłamanie się ze stadnych standardów. O oryginalność tak potrzebną starym, narcystycznym pierdołom.

Zrobiłby towarzyskie wrażenie facet, który na pytanie:
– A ty, Piotr, czym się zajmujesz hobbystycznie?
Odpowiedziałby:
– Zbieram używane, damskie majtki.
Cisza, która by zapadła po tym oświadczeniu byłaby jak miód na serce.
No i co? Zdziwko? Taki jestem niestandardowy!

A w moim wieku to już można naprawdę wiele zrobić, żeby (jeszcze) zabłysnąć i przykuć uwagę publiki – z braku innych możliwości.

A że ceny nie są jakieś specjalnie wygórowane i nawet emerycka kieszeń dałaby radę – mam do myślenia.

Tak więc…

Kolekcja taka, z pewnością miała by swoje prawa rynku.
Piszę „rynku” bo skoro jest podaż to pewnie jest również popyt.

Majtki bardziej pożądane, majtki o mniejszej wartości, zamiany (Giełda Majtek Używanych?), wymiana doświadczeń i całe to zamieszanie kolekcjonerskie.

Najtańsze pewnie są te łatwo dostępne – z ogłoszeń.

Ale i tu, pewnie by był rozrzut. Majtki z Podhala i Podkarpacia droższe, bo tam najbardziej „przykruchtowo” i podaż niewielka.
Majtki warszawskie to raczej „po taniości”.
Wiadomo – wielki świat to i obyczaje rozluźnione.

Pewnie stringi wymagałyby większych nakładów finansowych od pospolitych barchanów. To zrozumiałe.

Te znad Bałtyku trochę droższe, bo z zawartością jodu, a jak wiadomo ogólnie, inhalacja jodem jest dobra na tarczycę, mózg i serce.
Czyli (a jednak!) zdrowe by było to hobby!

Pewnie oddzielną kategorią by były majtki polityków.

Majtki takiej pani Ogórek (o ile nosi) z pewnością by były warte wiele więcej od majtek pani Szydło (ta dam!), która z pewnością nosi.

Pewnego rodzaju kuriozum, stanowiłyby majtki posłanki Grodzkiej (zdecydowanie dla koneserów) i chyba jedynie majty posła Kaczyńskiego mogłyby stawać z nimi w szranki.

Rynek zapowiada się ciekawie…

Szanowne Panie, spośród moich Znajomych!

Na razie, proszę nie zasypywać mnie ofertami.
Ja się dopiero zastanawiam.
Ja się dopiero przymierzam psychicznie do (ewentualnego) projektu.

Spokojnie!
Jakby co, dam znać – zdążycie.