Jesień, w naszym domu oznacza to, że nasz kot Aleksander będzie spał w moim łóżku.
Również to, że moja Wierna (…) Małżonka zacznie oglądać sport w telewizji – jak leci.
Co do mnie – wpadnę (okresowo) w stany melancholiczne lub (rzadziej) depresyjne i byle jakie.

Co do kota Aleksandra – można to przeżyć.
Kocurek lubi ciepełko, to co mu będę żałował – szczególnie, że łóżko wolne.
Nawiasem mówiąc – przestałem zwracać uwagę na jakieś lepsze ścielenie wyra. Kot i tak z tego zrobi małe trzęsienie ziemi, bo metoda poszukiwania najlepszego miejsca, prostym systemem „na kreta”, jest niezwykle destrukcyjna dla jakiejkolwiek próby ogarnięcia pościeli.

Jeżeli chodzi o moją Wierną (…) Małżonkę to sprawa ma się o tyle ciekawie, że w naszym domu to ona jest tą „usportowioną” telewizyjnie. Ja, owszem – czasami. Jak grają nasi lub Legia.
Ona – niemal wszystko.

Tak więc:
tenis – płci obojga;
snooker – a jakże;
siatkówka – płciowo obojętnie;
lekkoatletyka – jak leci;
czajniki (curling) – i owszem;
piłka nożna – jak nasi;
podnoszenie ciężarów – panie i panowie;
łyżwiarstwo – we wszelkich zboczeniach;
skoki narciarskie – oczywiście.

Dalej nie będę zanudzał…

Najciekawszym przeżyciem sportowym, w naszym domu był taki oto przypadek.
Jakoś w nocy (około 03:00) zerwało mnie z łóżka – na siku.
Jak na razie, potrzeby fizjologiczne jeszcze mnie budzą.
Jeszcze…
No, to wygramoliłem się. Zaropiały taki staram się trafić do kibelka a tu…
Patrzę, że telewizor u niej, jest włączony.
No, to siku i potem idę wyłączyć.
No i niespodzianka!
Moja Wierna (…) Małżonka siedzi w wyrku, z oczami jak cebule i gapi się na TV. Zdziwienie początkowe było niczym w porównaniu z tym, które przyszło po tym, jak spojrzałem co dają.
Sumo!!!

Myślenie i mowę mi odjęło, więc powlokłem się spać.

Za jakiś tydzień, wiedziała już który jak się nazywa. Mało tego – umiała to wymówić. Który z jakiej jest „stajni”, jakie ma stopnie zaawansowania (czy jakoś tak), kto z kim i kto komu, za co i kiedy.
Ogólnie – kopalnia wiedzy o sumo.
Wtedy, kolejny raz zacząłem się jej bać!

Szczęśliwie, że są w domu dwa telewizory (tu, przepraszam za epatowanie bogactwem), wiec czasami, jak mnie najdzie, obejrzę sobie coś innego niż sport. Chociaż, przy poziomie naszej telewizji, jest to jedynie odruch atawistyczny, pozostały z czasów, kiedy to TV dawała trochę lepiej.

Jeżeli chodzi o mnie.
Będę (jesienią) musiał bardziej uważać na moje inklinacje do używek – bo patologiczny trochę jestem. Będę wodził oczyma po ścianach i wzdychał jak jaki (nie daj dowolny panie boże) świeżo zakochany.
Czasami będę smutniejszy, czasami melancholia wrzuci mnie w jakiś ciemny kąt.
Na dwór, będę wychodził jedynie pod wielkim i nie dającym się ominąć przymusem. I jedynie w te dni, kiedy to będzie choć trochę słoneczka naszego kochanego.
W dni, kiedy słoneczka nie ma (tak z 10. dni) robię się jeszcze bardziej patologiczny i wyobcowany.

Czasami napiszę wierszyk, czasami prozę. Ale będzie to jedynie substytut pozwalający jakoś przeczekać do wiosny. Taki wypełniacz okropnego czasu zamierania wszystkiego wokół.

(o zimie nie wspominam specjalnie, żeby sobie już w łeb nie strzelić – zimy nie przyjmuję do wiadomości)

I tak to, pozostaje jedynie nadzieja, że wspaniały los zrządzi jakieś koleje losu, które tak mnie zajmą, iż nie będę miał czasu się podrapać. Wtedy będzie lżej, bo praca (sensowna!) zawsze mnie stawiała lekko do pionu.

Czego sobie życzę.
Amen – jak to mówią w określonych gremiach.