Kobyłę z rzędem (taki ukłon w stronę równouprawnienia) temu kto wyjaśni, po co powstaje Partia Kobiet.

Na początek nasuwa mi się dość niepokojące pytanie:

Na ile to będzie partia „za kobietami” a na ile „przeciw mężczyznom”?

Nowy oręż kobiet, jakim niewątpliwie może stać się partia (być może nawet, z reprezentacją w Sejmie) nasuwa ponury obraz „odkucia się” na nas – mężczyznach. I proszę nie traktować tego ostrzeżenia z lekceważeniem. Może dojść do emancypacji kobiet poprzez zniewolenie mężczyzn. Jest to droga dość kusząca, bo najłatwiejsza i „moralnie uzasadniona”. Matriarchat jako próba wyrównania rachunku krzywd. Faktycznych i urojonych. Mężczyzna jako usychająca gałąź ewolucji. Potem to już faktycznie jedynie „Seksmisja” i partenogeneza jako ekwiwalent.
Taka „naturalna” kolej spraw.

Mankamentem tego scenariusza jest jednak pewien szczegół (dość jednak istotny), polegający na tym, że jeszcze żadna partia w Polsce, tak naprawdę nie zrobiła nic (lub bardzo niewiele) ze swoich założeń. Dla skrajnych przykładów: PZPR nie była wcale robotnicza a PiS nie jest ani prawy ani sprawiedliwy. Programy wszystkich partii są jedynie wyborcze,  czyli służące do wygrania wyborów. Potem to już inna bajka. Bajka kolesiów lub… koleżanek.

Kolejna partia z pewnością będzie miała bardzo dobry i dopracowany program. I tyle – podejrzewam.

Historia najnowsza pokazuje jednocześnie, że społeczności dyskryminowane nie otrzymywały równouprawnienia dzięki działaniom partyjnym. Jaskrawy przykład obywateli czarnoskórych w USA, daje do myślenia. Tak naprawdę rasizm w USA nie skończył się do dzisiaj. Teraz jedynie strach się do tego przyznać lub cokolwiek zrobić. Sądy są przepełnione sprawami o rasizm. W największej liczbie, z przyczyn dość naciąganych.

A nasze sądy przecież i tak ledwie zipią. Lista możliwych „przestępstw” zajmie objętość pięciu książek telefonicznych – petitem. Strach będzie wyjść z domu.

A tak na serio – do pełnej równości płci, potrzebna jest zmiana w mentalności społecznej. I to obu stron! I tej części męskiej i tej damskiej. Tak, tak drogie panie. Ale to już temat na książkę z zakresu wiktymologii płci. Tym niemniej widać, iż „macho” idzie do społecznego lamusa. A kobieta jest obecnie bardziej postrzegana jako partner.. I bardzo dobrze! Bo idzie na dobre. Tyle, żeby nie przesadzić, bo może dojść (że podeprę się Okudżawą) do sytuacji: „tawariszcz-żeńszczyna”…

Miejsce na świecie (w XXI wieku) nie należy się za takie czy inne pierwszo lub drugorzędne cechy płciowe. Miejsce w społeczności określa obecnie wiedza, zdolności. Przynajmniej po części. Pozostaje bowiem jeszcze tupet, umiejętność rozpychania się łokciami lub dawania temu, kto decyduje. I dotyczy to obu płci! Tu akurat szanse płci są dość równe.

Jeżeli zaobserwujemy tempo narastania udziału kobiet w życiu społeczno-politycznym, to z wielkim prawdopodobieństwem można przyjąć, że w bardzo niedługim czasie nastąpi naturalne zrównanie szans i stylu życia. Czyli idzie w dobrą stronę. I idzie dość szybko. Może lepiej nie mieszać. A przynajmniej nie w sposób, który w naszym kraju nie sprawdził się wielokrotnie.

Jako osoba nie posiadająca nigdy rozterek płciowych, rasowych czy temu podobnych twierdzę, że mimo powyższego komentarza – ja  też uważam, że kobiety mają ciężej. Tyle, że nam mężczyznom, nawet przy najbardziej restrykcyjnych pomysłach, ciężko będzie zastąpić kobiety w wielu sytuacjach. Ciążą, macierzyństwo i wszystko to, co dzisiaj jest (po części)   faktyczną przyczyną pewnych dysproporcji, jest przypisane do kobiet.

Możemy im to jedynie wynagrodzić lub dać coś w zamian.

A tak na zakończenie mam apel:

Panie!
Nie przestańcie jednak być Kobietami. Bez względu na to, jak się rozwinie (lub nie) Partia Kobiet. Bo bez Was świat byłby nie do zniesienia!
I pamiętajcie, że to od Was uczymy się wielu bardzo ważnych i pięknych rzeczy.