W ramach pewnego pojednania Żydów z Darwinem i bogiem, postaram się przedstawić wersję wydarzeń, która powinna dać sytuację „I wilk syty i owca cała”.
Chodzi mi tu o pewne tarcia między wyznawcami kreacjonizmu a darwinistami.

Ci pierwsi, jak wiadomo, są zwolennikami wersji, że człowieka to stworzył bóg.
I to niecałe 6000 lat temu.
Wersja ta miała się stosunkowo dobrze, dopóki nie odezwał się niejaki Darwin i… wszystko zepsuł.
Darwinowi, bowiem wyszło, że człowiek jest wynikiem milionów lat ewolucji.
Mało tego, Darwin przedstawił dość konkretne dowody (miejscami jednak mętne) na to, że ma rację.
Jakieś wykopaliska, czaszki, szkielety i cała ta archeologia, ze wszystkim co tam ma.

Kreacjoniści, niestety nie mogli pochwalić się podobnymi dokonaniami, bo jak wiadomo bogowie są raczej dyskretni, w niektórych sprawach, i niełatwo ich przyłapać na gorącym uczynku.

I tak, od 1859 roku (opublikowanie przez Karola Drwina jego teorii) mamy pewien konflikt, który dzieli nas na tych „od małpy” i na tych „od boga”.

Tu nasuwa mi się pewna dygresja.
Jak się rozejrzeć dokoła to tych „od małpy” jakby więcej.
Nawet wśród tych, którzy mienią się tym, że są „od boga”.
Ale nie wnikajmy dalej w sprawy charakterologiczne współbraci, bo nie o tym miało być.

Miało być o tym, że (jednak!) jedną teorię da się pogodzić z drugą.
Oczywiście, jeżeli się nie jest ekstremistą i fundamentalistą w swoich poglądach.

Drogi Czytelniku – otwórz swoją wyobraźnie na nowe tory i…

Zakładamy, że człowieka stworzył bóg.
O tym, kim był ten bóg i jak tworzył tego człowieka, będzie później.
Dokładnie, stworzył parkę ludzi: Adama i Ewę.
Bóg ogrodził pewien obszar na ziemi i nazwał go Rajem.
Tam umieścił owoc swoich wysiłków kreacjonistycznych.

Adam i Ewa zostali poddani pewnej „obróbce” tak, aby zapoznać się z realiami ówczesnego świata.
Świata, jak się okaże za chwilę, niełatwego i dość nieprzyjaznego.

Oboje jednak nie bardzo mogli być „na obraz i podobieństwo boże” bo by w tym świecie nie przeżyli doby.
Dlaczego?
No, bo pewnym czasie, kiedy bóg już uznał, że są (jako tako) przygotowani – wystawił ich poza Raj, czyli poza miejsce spokojne, bezpieczne i fajne.

A tam…
Oczywiście!
Cała ta menażeria pana Darwina. Czyli twory wynikające z ewolucji.
Sześć tysięcy lat temu to człowiek był już Homo, a nawet Sapiens.
Tyle, że jego warunki bytowania były raczej prymitywne – przynajmniej w znakomitej większości.
Tym niemniej, jakoś dawał sobie radę i (jak się okazuje) jego starania, w celu poprawienia swojego bytu, dawały pewne efekty.
Patrz: XXI wiek.

Jak wiadomo, Adam i Ewa byli jedynymi tworami boga.
Reszta, ta później, to już owoc rozmnażania się pierwowzorów.

Ale, ale…
Z kim niby mieliby się tak rozmnażać, że jest nas dzisiaj ponad siedem miliardów?
No, dobra – Adam i Ewa to wiadomo, ale ich synowie?
No, przecież nie z własną matką!

I tu rodzi się pewna furtka dla wyjaśnienia tej zagadki.
Rozmnażali się z samicami Homo Sapiens pana Darwina!
Tego „gorszego” Homo Sapiens, bo nie boskiego.

Bóg musiał przewidzieć taki wariant, skoro nie dał pierwszym ludziom innej metody na rozmnażanie.
Zrobił nawet więcej. Dał Adamowi i Ewie geny (?), które pozwalały im żyć po kilkaset lat – według Biblii.
To by miało nawet sens, skoro zamierzeniem boga było…

Przyspieszenie ewolucji lub zmiana istniejących możliwości ludzi spoza Raju. Zmieszanie jak największej ilości wytworów darwinowskiej ewolucji ze swoim boskim dziełem.

Kopulacja, kopulacja i jeszcze raz kopulacja.
Bo tylko tak można było wpłynąć na zmianę historii człowieka.

Następne pokolenia Adama i Ewy żyły coraz krócej, bo mieszanie genów tak działa.
Dobre + kiepskie = takie sobie.
Ale to już nie było tak istotne, bo „mieszańców” było już sporo i wiadomo było, że boski plan się powiódł.

I tu rodzi się fundamentalne pytanie:
Czy bóg aby nie stworzył jedynie pierwszych Żydów?
Nie ludzi jako takich (Homo Sapiens) a pewnej ich odmiany.
Odmiany podrasowanej – jeżeli ktoś się chce uprzeć.

Uwaga!
Nie jest to teoria ani anty ani prożydowska!
W takiej odmianie naszej historii nie ma ani winy ani zasługi Żydów.
Oni byliby jedynie owocem pewnej działalności a nie sprawcami.
No, dobrze – niech Żydom będzie:
Owocem boga – kimkolwiek on jest.

Kolejne pytanie:
Czy, opisywany w Biblii Raj, był sprawą unikalną, czy może takich Rajów stworzono więcej?
Nie wiem, ale na miejscu boga to bym raczej kombinował w tym kierunku, żeby takie „rozsadniki” umieścić w wielu miejscach na ziemi.
Z pewnością by było bezpieczniej dla sprawy i sensowniej z punktu widzenia tempa wymieszania genów.
Oczywiście, zakładając, że o to bogu chodziło.

Kim był ów bóg?
No, tu oczywiście robi się niezwykle ślisko i karkołomnie – biorąc pod uwagę klapki na oczach większości ludzi.
Ale…
Zaryzykujmy.

Przyjmowanie, że bóg jest starszym, nobliwym (koniecznie z brodą) panem, jest dosyć ryzykowne.
No, bo skoro jesteśmy (jak to niektórzy utrzymują) „na obraz i podobieństwo” to by na to wychodziło.
Jakoś nie bardzo mogę sobie tego wyobrazić.
Bóg z ludzką (dość kiepską) konstrukcją i mobilnością?
A, w ogóle, dlaczego facet?
(o tym trochę:  TUTAJ)

Że z penisem?
Niby po co?
Przecież bóg się nie rozmnaża.
Dla ozdoby?
Wątpliwa to by była ozdoba.
Oczywiście, z całym szacunkiem, nie podejrzewamy boga o jakieś rozrywki wynikające z faktu posiadania niektórych kawałków boskiego ciała.
Co to, to nie!

Ludzie musieli uczłowieczyć boga, żeby łatwiej było się z nim utożsamić.
No, taki trochę „swój chłop”, żeby nie było zupełnie od czapy.
Srogi, ale sprawiedliwy.
Miłosierny, ale…
No, dobra – nie ciągnijmy tego dalej, bo zajdziemy w jakieś zaułki, z których już nie wybrniemy.
Generalnie, wariant „ludzki” zalatuje trochę kiepścizną i brakiem wyobraźni.

A może człowieka (Żydów?) stworzył… człowiek?
Może (jako, że Ziemia ma około 4.3 miliarda lat) była już jakaś cywilizacja Homo Sapiens?
Dużo bardziej rozwinięta od naszej.
Może ogólny kataklizm zmiótł ją z powierzchni ziemi i tylko (zawczasu przygotowani) przedstawiciele tej cywilizacji uciekli na potężnym (jednym?) statku kosmicznym?
A po pewnym czasie wrócili?

Pachnie danikeniwszczyzną?
(od Ericha von Danikena)
Czemu by nie?

Może te statki kosmiczne zabrały ze sobą zapas ludzkich zarodków (plemniki + jajeczka), w tym celu, aby kiedyś odbudować rasę?
(Adam i Ewa?)
Może to były (przy okazji) potężne laboratoria?

Dygresja:
Czy zdajecie sobie sprawę, że jeżeli pojazd kosmiczny zbliża si ę do prędkości światła (nie osiąga jej!) to czas robi pewien fikołek?
Inaczej płynie na Ziemi a inaczej na statku. Nazywa to się „dylatacja czasu”.
Im bliżej prędkości światła tym większa dylatacja.

W przybliżeniu, gdyby rozpędzać statek do (około) 95% prędkości światła (z przyspieszeniem ziemskim = 9.81 metra na sekundę do kwadratu – żeby było komfortowo) trwało by to +/- cztery lata.
A później to każdy rok na statku równałby się kilkudziesięciu tysiącom lat na Ziemi!!!
W tym kontekście, powrót starej cywilizacji, na Ziemię, nie jest aż takim problemem.
Może nawet wróciłoby to samo pokolenie, które wyleciało.
Koniec dygresji.

I może BÓG na to patrzył (oczywiście, z wysokości) i milcząco aprobował?

Pytań jest wiele.
Odpowiedzi na niektóre z nich, pewnie nigdy nie dostaniemy.

P.S.
Ja to Żydem raczej nie jestem. A przynajmniej nie w większym, niżby to wynikało z treści tego wpisu, stopniu. Podejrzewam się raczej o darwinistyczne pochodzenie, czemu dałem wyraz w tej notce:

NOTKA

Z tym, że tak do końca to nigdy nie wiadomo.
I nikt (!) nie może być stuprocentowo pewien swojego pochodzenia.