380 MILIONÓW LAT TEMU (+/- dwa tygodnie)

Glum ostrożnie wychylił łepek z wody. Wprawdzie robił to już wiele razy, ale za każdym takim eksperymentem, odczuwał silne emocje. Tym razem było jeszcze bardziej…
No, właśnie – straszniej, ciekawiej, dziwniej…?

A działo się to z tego powodu, że Glum postanowił wyjść poza wodę – naturalne środowisko milionów pokoleń swoich przodków. Postanowienie to dorastało w nim bardzo długo. Aż wreszcie dorosło do tego etapu, że dalej już nie było na co czekać.

Glum był jednym 62. rodzeństwa Tetrapodomorphów, które żyły w okolicznych wodach. Wprawdzie, do dzisiaj, przeżyła jedynie część lecz i tak, grupa odprowadzających była spora. Większość z nich odnosiła się sceptycznie do postanowienia Gluma. Podstawowym motorem tej decyzji była Nara – całkiem już niebieska ze starości, babka Gluma. Jako nestorka rodu, przechowywała ona opowieści o tym, jak wyglądało życie w czasach dawniejszych lub o tym jak pierwszym Tetrapodomorphom zaczęły rosnąć łapki i zmieniały się organy do oddychania – brane początkowo za kalectwo.

Babka Nara była osobnikiem światłym i inteligentnym. To ona zaszczepiła w Glumie ciekawość świata poza wodą. No, i właśnie dzisiaj nastąpił efekt tego zaszczepiania.

– Raz kozie śmierć – powiedział i ostrożnie wypełzł na suchy ląd.

Dygresja:
W owym czasie kóz jeszcze, na świecie, nie było – co jest sprawą oczywistą. Do tego czasu musiało upłynąć jeszcze wiele, wiele milionów lat. Tym niemniej Glum zawsze był wielkim wizjonerem i jakoś mu pasowało to, co powiedział.
Koniec dygresji.

Po wyjściu z wody, jego ciało stało się ciężkie i jakieś nieporadne.

– Nic to! – pomyślał

Informacja:
Po wielu milionach lat, to ostatnie stwierdzenie powielił niejaki Henryk Sienkiewicz, wkładając je w usta pułkownika Wołodyjowskiego, przed wysadzeniem się owego w powietrze – w książce „Pan Wołodyjowski”.
Niestety, bez podania źródła owego cytatu.
Koniec informacji.

Glum poczuł wagę sytuacji. Był pierwszym, złożonym organizmem wodnym (Tetrapodomorphem), który wyszedł na stały ląd.
Poczuł, że jego życie zaczyna się na nowo. Poczuł, że to nowy rozdział.

A jak nowy rozdział, to…

Wreszcie może uwolnić się od tego „Glusia”!

Od narodzin, do dzisiaj, wszyscy na niego wołali „Gluś”.
Tragedia!
Żeby dorosłego Tetrapodomorpha nazywać „Gluś”!

„Gluś to, Gluś tamto” i tak dokoła. Koniec z tym!

Glum postanowił, że zmieni swoje imię.
– Jakby tu… hm…

W tym momencie błyskawica przecięła ciemne niebo. Rozległ się taki potężny huk, że Glum aż przysiadł na łapkach.

– Wiem – ucieszył się – będę się nazywał DONDER!
Nie miał pojęcia, skąd wzięła mu się ta nazwa, ale coś przeczuwał, że jest jakieś powiązanie jej z błyskawicą i grzmotem. Jak wcześniej wspomniałem, Tetrapodomorph Donder wielkim wizjonerem był.

Zadowolony z takiego obrotu sprawy, popełzł poszukać czegoś do jedzenia.

Tak zaczęła się niełatwa historia Rodu Donderów.

 

P.S.

CAPRA SIMUL MORTEM

Powyższa sentencja, która pojawiła się w herbie Donderów (miliony lat po tym wydarzeniu), jest łacińską wersją sławetnego powiedzenia Dondera-Gluma, podczas pierwszego wyjścia z wody na suchy ląd:

RAZ KOZIE ŚMIERĆ

Autor tego bloga, posługuje się tą sentencją, przez całe swoje życie.
Co ma, oczywiście, sporo plusów, ale i minusów.
No, cóż…
Pochodzenie zobowiązuje!