Przejdź do treści

TERAZ!

  • przez

Cały problem tkwi – jak zwykle – w Energii. A dokładniej – w Mocach, które są jej cząstkami. I nie dotyczy to jakichkolwiek wybranych grup czy środowisk. Dotyczy to nas wszystkich. Gospodarka energetyczna ma związek z naszym zdrowiem, planami życiowymi czy też tym, co płynie niejako „podskórnie” – bez świadomego udziału z naszej strony. Każdy – czy to osoba wierząca (dowolnego wyznania), czy bezwyznaniowiec lub niewierzący – musi się zgodzić z tym, że energia jest nierozłącznym elementem wszystkiego, co rejestrują nasze zmysły. (Ja dodam jeszcze – również tego, czego zmysły nie rejestrują.) Tak, jak wykonanie pewnej pracy fizycznej – przykładowo; przeniesienia jakiegoś ciężaru – tak wykonanie pracy „niefizycznej” wymaga pewnego potencjału energetycznego. A takich prac – świadomie lub nie – wykonujemy mnóstwo każdego dnia. I podobnie jak z przenoszeniem ciężaru, jedni dają radę inni ledwo a jeszcze inni nie. Do pracy fizycznej, najczęściej wystarczy dobrze przygotować mięśnie. To proste, chociaż nie zawsze łatwe. Do pracy „niefizycznej” – umysł. Do tego, aby się działo prawidłowo, trzeba znacznie więcej. Trzeba dać szansę swojemu całemu organizmowi na to, aby podołał. A ten organizm to nie tylko to, co widzimy lub czujemy. I tu jest ten najsłabszy punkt w naszej mapie energetycznej. Przeciętny człowiek ma tej energii tyle, aby starczało jej na obsługę organizmu, codzienne zajęcia i… załatanie niektórych dziur energetycznych – takich jak, nerwy, stresy czy zawiść. To zresztą jedynie niektóre „wycieki energetyczne” powodujących zniechęcenie. Jest ich znacznie więcej. Jeżeli nie będziemy umieli zadbać o prawidłowy poziom energii wewnętrznej – zacznie brakować jej na to aby organizm prawidłowo funkcjonował, aby się prawidłowo regenerował i (mówiąc krótko) był zdrowy. Choroba to nic innego, jak energetyczna dysfunkcja organizmu. Ciekawe jest natomiast to, że od stanu energetycznego zależy również znacznie więcej – powodzenie, sukcesy zawodowe, stosunki rodzinne czy wszelkie przejawy życia społecznego. Mówi się czasami, że jedni to mają szczęście a inni pecha. To jest najłatwiejsze, bo jest to najprostsze wytłumaczenie swoich braków, do których ciężko jest się przyznać. I tak właśnie tkwimy w sytuacji, która nie daje się rozwinąć, daje pewną (lepszą czy gorszą) wegetację. Jest pewien impas, który trzyma nas na poziomie byle jakim. Nawet jeżeli się do tego stanu zdążyliśmy przyzwyczaić – nie jest on naturalny. A to właśnie dlatego, że całe nasze otoczenie (też energetyczne) ugrzęzło w naszym zaniechaniu.

Zaniechaniu czego?
Fajnego i ciekawego życia, zmian, walki o swoje. Ale nie tej walki „z kimś” a walki z samym sobą. Z własnym przyzwyczajeniem, zapomnieniem o sobie, z bylejakością – jako metodą na przetrwanie, z tym osławionym „kiedyś”. Kiedyś, które nie przychodzi, a lata lecą…
A wszystko to dlatego, że nie potrafimy prawidłowo dbać o naszą energetykę.
I jeszcze jedno. Zawsze jest dobry czas na to, aby przerwać stan obecny i zacząć inaczej. Na to, żeby odmienić na lepsze, łatwiejsze (!) i ciekawsze. Żebyśmy to my mieli to przysłowiowe „szczęście”, które jest jedynie przełożeniem wysokiej energii wewnętrznej na nasz byt.
Pomyśl i… Nie czekaj na KIEDYŚ!
ZAPRASZAM WSZYSTKICH DO ŚWIATA ENERGII!

Udostępnij wpis innym:
Proszę nie kopiować bez zgody Autora witryny Donderland!