Wchodzenie do Lasu nie jest sprawą tak oczywista i zwyczajną, jak może się to wydawać. Człowiek, z całym swoim zamętem wewnętrznym i zewnętrznym, nie jest uprawniony do integracji i oczekiwania czegokolwiek oprócz powierzchownych doznań natury estetycznej. Wchodzimy do lasu bez szacunku dla jego porządku. Robimy wiele hałasu, zamieszania i szkód. Zaburzamy to, co jest tam naturalne i odwieczne. W imię własnej bezmyślności, braku wyobraźni i buty idącej za tym sławnym „homo sapiens”.

Zresztą – nie dotyczy to jedynie lasu.

Gdzieś na Kurpiach…

Siedzę na łące. Potężny Las jest przede mną. Po lewej – małe jeziorko. Siedzę na sporym, zwalonym pniu – twarzą skierowany w kierunku drzew. Powoli wyciszam swoje wnętrze. Zostawiam sprawy miejskie, problemy codzienne oraz całe zamieszanie uzbierane przez ostatni czas. To trwa dość długo. Przyszedłem na łąkę w południe a jest już wieczór. Przez ten czas, staram się zostać częścią tego, co mnie otacza. Można to zrobić na wiele sposobów. Mnie pomaga zostanie (subiektywne) częścią pnia, na którym siedzę. Obserwatorem, świadkiem, elementem otoczenia. Powoli (w miarę wyciszania) staję się jedynie częścią krajobrazu. Stapiam się i integruję wewnętrznie. Bycie pniem staje się powoli coraz silniejsze. Po pewnym czasie znikam jako JA. Tu nie ma na to miejsca…

Od południa mruczę swoją Pieśń Życia i Śmierci… W zasadzie (po pewnym czasie) mruczy się sama…

Jest już ciemno. Czasami siąpi lekki, drobniutki deszcz, lecz jest dość ciepło. Krople spływają po moim nagim ciele. Dobrze, że pada. Deszcz obmywa mnie i daje energię. A tej będzie mi dzisiaj potrzeba sporo. Jeszcze tylko jedna zmiana. Do tego najlepiej nadaje się szlam z sitowia przy brzegu jeziora. Może być również popiół wymieszany z miejscową ziemią i wodą. Jest szlam. Pokrywam nim całe ciało. To niweluje wszelkie zapachy cywilizacyjne. Dodatkowo, służy jako izolacja przed temperaturą – tak samo wysoką jak niską. Taka powłoka chroni również – w dużym stopniu – przed insektami i owadami.

Powoli upodobniam się do otoczenia…

Mimo, iż jest ciemno, widzę dobrze. To sprawa Mocy, która przybyła posłuchać mojej Pieśni. Zostanie już ze mną przez te kilkanaście godzin, które spędzę tutaj. Będzie mi Przewodnikiem, Pomocą i Drogowskazem. Jak będę próżny, głupi, lekkomyślny lub nieuważny – odejdzie, lub może zostać Wrogiem. Teraz jestem gotowy na to, aby wejść do Lasu.

Siadam pod najbliższym drzewem. Plecami do pnia. Tak, jak psu – daję się „obwąchać”. Las już wie, że nie jestem wrogiem. Jest we mnie spokój, pokora i Moc. Mimo że jestem odwrócony tyłem – po pewnym czasie – czuje, że Las mnie zaakceptował. Już pora…

Jestem tu po to, aby wykonać Celowy Przekaz.

(Określenie owe, być może brzmi bardzo techniczne. Zwolennicy „hermetyczności i wielkich tajemnic” pewnie woleli by określenie bardziej mętne i przydające pewien nimb tajemnicy oraz wyjątkowości uczestnictwa. Nie ma takiej potrzeby. Przekaz jest techniką wybitnie fizyczną i opartą na zwykłych działaniach fizyki. Nawet, jeżeli jest to fizyka niezbyt znana i używana – jest jedynie ogólnie dostępnym działaniem. I nie ma tu miejsca na doszukiwanie się „czarów i magii”. Te terminy zarezerwowane są dla ludzi leniwych i głupich. Oczywiście, to wszystko działa, pod warunkiem prawidłowego wykonania. Jest przepis – jest jego prawidłowe wykonanie – jest efekt. Jak w każdej czynności.

Przekaz Celowy to taki przekaz, który ma dać bardzo konkretne, ściśle określone i obiektywne wyniki. W przeciwieństwie do Przekazu zwykłego, który jest przekazaniem Mocy „do dyspozycji”.)

(…)

Stoję na skraju Lasu i czekam na wskazówki. Wskazówki dotyczące kierunku dalszej wędrówki. Po pewnym czasie, wiem, że mam iść prosto – w głąb Lasu. Nie muszę zachowywać specjalnej ostrożności. Las nie najeża się przeciw mnie. Idę cicho i uważnie. Bose stopy wyczuwają każdy szczegół. Mimo „miastowego” wychowania moich stóp – nie odczuwam dyskomfortu wynikającego ze struktury podłoża. Idąc, czuję cały czas, że jestem częścią okolicy. Jest to ważne, aby nie stać się „oddzielnym bytem”. Oddzielne byty są – w najlepszym przypadku (!) – gościem lasu. A ja nie potrzebuję być gościem. Gościa się tu toleruje. Ja nie potrzebuję tolerancji. Ja potrzebuję współpracy i pomocy.

Przesuwam się bez poczucia kierunku. W zasadzie, można powiedzieć, że nawet samo poczucie przesuwania się jest jakby zaburzone. Nie ma w tym tradycyjnego odczuwania pokonywania jakiegoś dystansu. Bardziej odczuwa się zmiany otoczenia – energetyczne. Szczególnie, że wzrok schodzi na plan dalszy i nie spełnia już roli wiodącej. Słuch również ogarnia całość – bez rozróżniania szczegółów.

Nie wiem ile czasu zajmuje mi ta wędrówka. Czas nie jest tu jakimś czynnikiem, który determinowałby cokolwiek. Jestem Teraz, więc czas ustępuje.

(Czas, to oddzielna historia fizyki)

(…)

Wiem, że zbliżam się do miejsca, które pomoże mi dzisiaj. Skąd wiem? Poczucie pewnego przyciągania jest coraz silniejsze. Jak magnes. Jeszcze trochę i okolica „energetyczna” jest na tyle dominująca, że zaczynam przesuwać rękoma po wszystkim wokół. Pełznę na kolanach, obracam się wokół, kładę się, wstaję… Trafiam w końcu – ni to gałęzie, ni to cienkie pnie. To jest moje miejsce! Wiem, bo czuję ciepło i lekkie wibracje w ciele. Odwracam się plecami i staram się wpasować jak najgłębiej w te pieńki – gałęzie (?)… Teraz jest dobrze. Jestem u siebie, chociaż nie mam pojęcia co to za formacja roślinna i gdzie ona się znajduje. Tym niemniej Las mnie tu przyprowadził. Wiem, że jestem bezpieczny. Czuję specyfikę Miejsca Mocy.

(…)

Teraz pora na to, aby stopić się z tym miejscem a następnie rozpocząć sprawy, które mnie tu przywiodły. Oddech… Wdycham powietrze (specyficznie) ale mam poczucie wciągania w siebie mocy miejsca, w którym jestem. Jest to poczucie silne i niemal materialne. To trwa trochę… Moje ciało traci wiele ze swojej spójności i jest coraz większe. Tak, jakbym wchłaniał (obejmował?) otaczająca mnie przestrzeń. Jednocześnie czuję, że moc we mnie jest coraz większa. Ale tu muszę uważać na, aby nie ekscytować się tym ani nie popaść w poczucie jakiegoś „ja”. To wszystko nie jest moje. To tylko pożyczka na czas przygotowań i Przekazu. Ważne żeby o tym pamiętać. Z tym, że nie jest to pamięć bieżąca a raczej pamięć wynikająca z generalnego nastawienia tam – na łące, na pniu…

(…)

Jestem nikim. Nie ma mnie. Zostaje moc i pewna przestrzeń, która zajmuję niematerialnie. Gdyby spytał mnie ktoś o to, gdzie jest moje ciało… Nie umiałbym odpowiedzieć sensownie. Gdzieś jest…

Jest świadomość. To pewne i bardzo silne. Ale nie jest to świadomość siebie. Raczej pewnego stanu czy może przestrzeni. Czuję potencjalne możliwości, wynikające z potężnej porcji mocy, która jest do dyspozycji. Pora na przygotowania i Przekaz.

(…)

Same przygotowania i Przekaz są oparte na emocjach. Przygotowania (w tym akurat konkretnym przypadku) to po prostu, doprowadzenie czystych emocji do stanu, w którym mogą one stać się pewnym i mocnym nośnikiem dla porcji energii, potrzebnej do tego, aby „coś się stało”. Nie będę pisał o intencjach Przekazu. Nie będę również pisał o przebiegu samej techniki, ponieważ jest ona na tyle indywidualna i skomplikowana, że słowo pisane nie da rady. I nie ma tu nic z tajemniczości! Po prostu, zjawiska wewnętrzne – szczególnie te, oparte na emocjach wykonawcy – są na tyle wyczerpujące, że nawet moja dobra wola nie jest w stanie utrzymać do końca pełnej świadomości tego, co się dzieje. Sam mam (zawsze po Przekazie) poczucie, że część poszła jakby poza moją kontrolą a na pewno świadomością – rozumianą powszechnie. Istnieje wprawdzie coś takiego jak poczucie jakiejś ciągłości spraw i ich logiki, tym niemniej nie jestem pewien czy ta logika trzymałaby się kupy w warunkach standardowego poziomu energetycznego. Jako osoba praktykująca (w zasadzie) samodzielne i bez konsultacji – nie mam doświadczenia w nazywaniu i szufladkowaniu. Myślę nawet, że owe szufladkowanie mogłoby wpłynąć niekorzystnie na całość moich praktyk. Może kiedyś – jak będę silniejszy… Chociaż im dalej, tym mam większe wątpliwości, co do potrzeby bycia silniejszym.

(…)

Przekaz się odbył i WIEM, że skutecznie.

Napisałem „WIEM” – bo to się czuje.

Jak nie wyjdzie – też się czuje i trzeba do skutku.

Miało to przełożenie na sprawy obiektywne.

(…)

Powrót „do żywych” po Przekazie, jest sprawą dość specyficzną. Nie wiem jaka jest klasyfikacja, ale czasami trwa kilka dni, czasami kilka godzin. Tu właśnie jest niezwykle istotne miejsce, w którym się dokonuje. Musi być bezpiecznie i energetycznie. Bezpiecznie – ponieważ po technice jestem przez jakiś bezbronny (fizycznie, psychicznie i pod każdym innym względem) i miejsce musi przejąć rolę opiekuńczą, która to rolę (normalnie) zapewniam sobie sam. W tym przypadku świadomość po technice powróciła mi o świcie. Zarejestrowałem jeszcze, że jestem na jakiejś wydmie w lesie a drzewo pod którym (lub w korzeniach którego) się znajduje, jest Wojownikiem, który zawsze musiał ciężko walczyć o przetrwanie. Pień znajdował się… nade mną! Drzewo ma odsłonięte korzenie (około metra), które wchodziły w piaszczystą wydmę. Wydmę bardzo wysoką, jak na warunki leśne. Ponieważ czułem się bezpiecznie (zresztą i tak nie miałem wyboru) pod tym pniem – zasnąłem (?) i w ten sposób odzyskiwałem siły. Pomagał mi w tym las, pożyczając mi to miejsce. Spałem (jak mi się wydaje) około ośmiu godzin. Obudziłem się silny i… wyczyszczony. To trudno opisać.

(…)

Podziękowałem Lasowi za pomoc i pożegnałem się.

To ważne!

(…)

Wróciłem, nie zastanawiając się specjalnie nad tym, gdzie mam iść. Jakoś tak… odruchowo. Potem jezioro. Zimna woda obmyła muł i resztki „historii”. Ubranie wyjęte z plastikowej torby było suche. Poszedłem do samochodu zaparkowanego pod wsią – ze trzy kilometry dalej.

(…)

Murzyn zrobił swoje – Murzyn może wrócić do pudełka 🙂

POSŁOWIE.

1.Technika Przekazu jest bardzo rozpowszechniona w wielu przekazach pisanych i ustnych. Problem polega na tym, że powoli zatracono umiejętność posługiwania się nią. Zatracono nawet pamięć o tym, że jest taka technika. Zajęło mi sporo czasu (lat) na odtworzenie. Szczególnie w warstwie energetycznej, mentalnej i osobowościowej – bo sama strona techniczna jest stosunkowo prosta.

2.Musi istnieć (subiektywne – mocne) uzasadnienie dla wykonania tej techniki!

3.Technika nie może być wykorzystana dla osobistych korzyści (szczególnie materialnych) albo ja tego nie umiem. Próbowałem – oczywiście 🙂

4.Technika może być wykorzystana dla „dobra ogólnego” (Przekaz) lub „dobra” konkretnej osoby/sytuacji (Przekaz Celowy). Termin „dobro” jest określeniem subiektywnym! Nazwy są moje i proszę nie szukać porównań.

5.Osoby, które mogą być objęte techniką, nie powinny wiedzieć o tym. To by wytworzyło niepotrzebną więź. Zbędne to i w niektórych przypadkach może być szkodliwe. Za wiedzą osób objętych – technika wygląda trochę inaczej.

6.Technika może być wykorzystana do wszelkich celów zgodnych z Kodeksem. Przeciw Kodeksowi nie działa a może być szkodliwa dla wykonującego technikę.

7.Technika wymaga czystości Intencji oraz okresowej czystości ciała i umysłu.

8.Nie ma żadnych wskazań na to, aby jedni mogli a inni nie mogli być narzędziem dla wykonania Przekazu.

9.Wszelkie zawłaszczenia techniki; religijne, środowiskowe czy osobiste, są bezprawnym nadużyciem. Niestety – dość powszechnym.

10.Technika jest jedna z pozycji moich praktyk z zakresu, który nazywam „Zabawa z Energią”.