Trzeba na prawdę mieć sporą dawkę optymizmu, żeby w kraju, w którym dorabiano zaworki do jednorazowych zapalniczek oraz powstał cały przemysł repasacji pończoch, używać zwrotu „maseczka jednorazowa”.

U nas jedynie prezerwatywy i zapałki są jednorazowe.
Z tym, że bardziej stawiam na zapałki.

W mentalności moich rodaków, raczej nie występuje takie określenie jak jednorazowość. I to jest sprawa historyczno-społeczno-ekonomiczna.

Jesteśmy narodem, który, przez lata „komuny” musiał kombinować. Wszelkie zamienniki, pseudo-oryginały czy robienie z szarego czegoś atrakcyjnego. Bieda nie daje szans na normalne użytkowanie rzeczy. Trzeba je wyeksploatować do końca. Tak, aby dalej już nie dało rady. A następnie kombinować, co by, z takiej zużytej rzeczy, można jeszcze zrobić.
Wyrzucić?
Nie ma takiej opcji.

Dotyczy to również maseczek.
Jeżeli jednorazowa maseczka daje się jeszcze odkleić od paszczy, oznacza to, że jest wszystko OK. Poza tym, tak jak obrus – jednorazowa maseczka ma trzy strony. Prawą, lewą i tę mniej skażoną.

Dodatkowym „atrybutem” wynikającym z rogatej, historycznie „antykomunistycznej” (a co za tym idzie – taka pozostałość) „antyrządowej”, polskiej duszy jest to, że…

ONI nam będą kazali?
ONI nam będą narzucali?
ONI nam odbierają prawo wolnego wyboru?

U nas rząd to zawsze byli jacyś ONI.
I zawsze kojarzyli się negatywnie.

UWAGA!
Nie oznacza to, że jestem fanem obecnego rządu – bynajmniej!

Stara prawda mówi, że jeżeli chcesz aby Polak coś zrobił to, po prostu, mu tego zakaż.
I to świetnie działa!
Na tej zasadzie, należałoby wprowadzić całkowity zakaz noszenia maseczek.

Albo jeszcze inaczej.
Liderzy PiS i okolic, powinni powiedzieć, że noszenie maseczek jest wyrazem poparcia dla obecnie panujących.
Liderzy opozycji, powinni powiedzieć, że noszenie maseczek jest wyrazem poparcia dla opozycji.
Ktoś nieskojarzony z polityką powinien powiedzieć, że noszenie maseczek jest wyrazem tego, że mamy wywalone na ten cały polityczny syf.

Oczywiście, prorządowi (dla przykładu) maseczki niebieskie, antyrządowi – maseczki czarne a ci, którzy mają wywalone – zielone.

Dla reszty (na szczęście dość niewielkiej) można by (pocztą szeptaną) wprowadzić plotkę, że noszenie białej maseczki jest takim szyderstwem z tych, którzy noszą maseczki.

Jako, że konspirację mamy we krwi, można by jeszcze sprzedawać potajemnie (w bardzo głębokiej konspiracji) maseczki ze znakiem Polski Walczącej.

Dla prawdziwych Polaków – „Pamiętamy” lub coś w tym guście.

Maseczki różowe to wiadomo.

W ten sposób (może jedyny) byłoby kolorowo, ale bezpieczniej.
No, i zgodnie z polską naturą!