Przejdź do treści
Strona główna » Blog » Nowa tradycja u Donderów.

Nowa tradycja u Donderów.

  • przez

Jak już zjedliśmy te całe śniadanie, jak już obejrzałem wyniki na Facebooku, jak już stwierdziłem, że w TV same głodne kawałki lecą…
Anieli mnie podkusili i odezwałem się do mojej Wiernej (…) Małżonki, zupełnie bez sensu i udziału mechanizmów samoobronnych:

– A może tak byśmy na spacer poszli?

Już przy słowie “byśmy” zacząłem lekko hamować, czując, że umysłowe osłabienie świąteczne jest sponsorem tej skomplikowanej wypowiedzi. Skomplikowanej, bo ostatni raz taki zbitek słów pojawił się w moich ustach, pewnie ze 40. lat temu, kiedy to szastałem siłami na prawo i lewo.

Ilona, znana na dzielni jako Pierwszy Piechur IV RP, stała już ubrana przy drzwiach, nim zdążyłem skończyć to niefortunne zdanie. Stare powiedzenie, że słowo ptakiem wylatuje a kamieniem wraca – wypisz, wymaluj.

W ostatnim odruchu, przed samym wyjściem z chałupy, zdążyłem złapać kluczyki od naszej, kultowej fury, licząc na to, że po drodze coś wytarguję w temacie sposobu realizacji tego, autodestrukcyjnego pomysłu.
Nic nie wytargowałem!
Idę…

I tak oto, dowiedziałem się, w którym domu mieszkała nieboszczka Krycha Sienkiewicz oraz niejaka Olga Jackowska (Kora) – też już zresztą nieboszczka. Oglądaliśmy różne architektury oraz wyniki nadchodzącej wiosny. Generalnie (optycznie) spacer odebrałem (no…) pozytywnie. Byliśmy nawet w pobliżu ze dwóch kościołów, ale nie wchodziliśmy, żeby nie robić popłochu wśród wyznawców.

Odsiecz przyszła z całkiem niespodziewanej strony.
Moja Wierna (…) Małżonka, w ramach kłucia w oczy swoim dostatkiem, założyła całkiem nowe buty. 
Podobno włoskie.
No, i za karę obtarła sobie piętę – lewą!
Nie pomogły plasterki i próby przysposobienia obuwia do dalszej włóczęgi.
Niemal ze szlochem, oznajmiła, że będziemy musieli skorzystać z autobusu linii 116.
Dla zasady, zaproponowałem, że może zdjąć oba buty i kontynuować dalszą marszrutę, ale niewiele ryzykowałem, bo znam ją na tyle, że aż taka ekstrawagancka, to ona jednak nie jest.

Siedzę teraz nad lapkiem, bo spacer spowodował znaczne dotlenienie mojego mózgu i mam (na szczęście lekki) napad inteligencji – w ramach opisywanego na stronie głównej Donderlandu (SIP) Syndromu Inteligencji Napadowej. 

Łydki mam takie twarde, że nawet pies sąsiadki by sobie na nich zęby połamał.
Nie mam pojęcia czy można to jakoś wykorzystać…

I tak oto, pierwszy dzień świąt rozpocząłem dość martyrologicznie – na własne, nieprzemyślane życzenie.
O czym donoszę z mieszanymi uczuciami, bo jednak u Ilony sobie (lekko) przyplusowałem.

Nawiązując do tytułu wpisu:
Wprowadziłem, dość nieopatrznie, nową tradycję u Donderów.
Spacer!
Oczywiście raz w roku, w pierwszy dzień po jajeczku.
Zobaczymy, jak to będzie działało. 
Tak z 10-15 lat.
Może się przyjmie na stałe i pomyślę o rozszerzeniu tego doświadczenia.

P.S.
Co roku mam ten sam zgryz.
Skoro święto nazywa się Wielkanoc, to dlaczego obchodzi się je w dzień?
No, ale nie jest to moje największe zmartwienie, jako polskiego emeryta.

Udostępnij wpis innym: