Ogólnie rzecz biorąc, jestem wyznawcą pewnego rodzaju umiarkowania w wyrażaniu swoich opinii.  Szczególnie, jeżeli owe opinie dotyczą poszczególnych ludzi, jakiejkolwiek wiary czy opcji politycznych. Jest w tym zakresie o wiele więcej obszarów, które obejmuję tą zasadą, ale ciężko je wszystkie tu zdefiniować.

Ci, którzy czasami poczytują mój Donderland lub wpisy na FB, wiedzą, że nie obrzucam błotem ani nie szkaluję w żaden sposób innych użytkowników FB czy ludzi będących zwolennikami, nawet najdalszych mojemu pojmowaniu świata, opcji.

Generalnie, nie wynika to z braku własnych przekonań czy nieumiejętności ich artykulacji. Po prostu uważam, że każda opcja, każde poglądy czy idee, mają prawo bytu. Inna sprawa, na ile są również moje.

Nawet te, najbardziej mi obce nie są dla mnie, powodem do tego, aby ich nosicieli obrażać lub sprowadzać do roli klinicznego idioty. Oczywiście, są takie obszary, które stanowią podstawę do nawiązania jakiejkolwiek polemiki. Są również takie, które (moim zdaniem) na polemikę nie zasługują, bo są mi na tyle obce, iż platformy wymiany myśli nie da się określić.
Po prostu – ignoruję.

Przebywanie na FB, a i w świecie realnym, powoduje, że spotykam się dość często z ludźmi pokazującymi swoje przekonania (polityczne, duchowe czy inne), w sposób hałaśliwy, pozbawiony zasad komunikacji międzyludzkiej czy wręcz chamski. Szczerze powiem, że irytują mnie takie postawy. Klapki na oczach, okraszone „jedynie słuszną racją”, w sosie z rynsztoka, nie są moją ulubioną potrawą.
A jest, niestety, tego sporo.

Polityka, wiara, podejście do spraw codziennych, to pożywka dla wielu „ekstremistów słowa”. I nie chodzi mi tu o wulgaryzmy, które również pojawiają się sporadycznie. Chodzi mi o niezdrową gorączkę wewnętrzną rozsiewaczy tego typu atmosfery.
Męczy mnie to i powoduje (czasami) złość lub zniechęcenie.

Każda idea jest tyle warta, ile warci są jej wyznawcy. Każda idea potrzebuje spokoju, logiki i konsensualnego wnętrza.
Ale i też pewnej oprawy zewnętrznej.

Cham, przedstawiający, po chamsku, nawet słuszne poglądy, jest jedynie szkodnikiem dla nich i współodczuwających daną ideę podobnie.
Więcej z tego szkody niż pożytku.
Dla wszystkich.

W „Desideracie” jest taki fajny kawałek:

„Prawdę swoją głoś spokojnie i jasno…”

I to, jest metoda na znalezienie wspólnej platformy porozumienia.
Nawet dla ugrupowań myślących skrajnie inaczej.

Nie bardzo wierzę w moc sprawczą tego wpisu.
Ale może jednak, da się troszeczkę inaczej?