Głupota polityczna społeczeństwa polskiego jest tak przewidywalna jak powódź w podkarpackim.
Wiadomo, że straty będą. Nie wiadomo jednak, jak duże, kiedy i gdzie dokładnie…
Jako przymusowy konsument zabawy w demokrację typu Made in Poland, muszę ponosić konsekwencję pewnych zachowań społecznych i politycznych. Pewnego zjawiska polegającego na niedorozwoju emocjonalnym i samozachowawczym.
Od 1989 r. miotany jestem jako jednostka wynikami złych lub bardzo złych decyzji społecznych. Przez te 25 lat (a i poprzednie też) moi rodacy nie potrafili zrozumieć pewnej, oczywistej i wydawałoby się bijącej w oczy prawdy.
Prawda ta mówi, że nie ma co liczyć na poprawę sytuacji ekonomicznej przy udziale polityków. I to jakichkolwiek polityków. Przez te lata przewinęły się już wszystkie opcje. I wszystkie się skompromitowały. Teraz wszyscy trwają w nadziei, że zmiana garnituru wpłynie na poprawę zdrowia. Świeże nazwy, odświeżone pyski i…
No właśnie…
Polityk wypowiadający się z ramienia PO wypowiedział dość znamienne zdanie:
„Wygraliśmy, ponieważ mieliśmy lepszy program wyborczy”.
Wyborczy!
I tu chłopaczyna (pewnie niechcący) wyklepał całą prawdę na ten temat.

A może rozwiązać ten problem inaczej.
Do Sejmu:
33 proc. bezpartyjnych ekonomistów,
33 proc. bezpartyjnych prawników,
34 proc. bezpartyjnych negocjatorów, socjologów i pozostałych potrzebnych specjalizacji.

Zrobić specjalny kodeks karny urzędnika państwowego, dać etaty, dobre pensje i… do roboty.
Potraktować Polskę jak normalną, dużą firmę, gdzie wszyscy jesteśmy jej pracownikami. No i zacząć wreszcie patrzeć na świat ekonomicznie, a nie politycznie. Mózgiem, a nie dupą. Kasą, a nie emocjami. Handlować z aniołem i diabłem. Zarabiać na wszystkich i wszystkim.
Z miliona po roku zrobić milion i dwieście tysięcy, a nie pół miliona. Bo ukradli, nie umieli lub jakoś tak wyszło.
Nagradzać za sukcesy i srogo karać za cień przekrętu. Nie robić żadnej kadencji na ileś tam lat. Zatrudnić tak jak normalny zarząd w firmie. Bo jest to praca, a nie przygoda. Zrobić Sejm zawodowy. Nie nadajesz się, to żegnaj.

A politycy? Ciekawe, ilu jest prawdziwych ideowców, którzy dalej by ciągnęli swoją partię bez sutych dochodów?
To by była ciekawa próba prawdy.