Jest dla mnie (!) niebezpieczną sprawą słuchanie, że ktoś (lub ja) zasługuje na większy szacunek (uwagę), ponieważ nie pije długo.
Łatwo to zauważyć, gdy słychać takie zwroty:
– On to nie pije JUŻ… (i tu laurka).
– Ja to nie piję DOPIERO… (i tu sceptycyzm).

Jeszcze gorzej, jak jest odwrotnie:
– Ja to nie piję JUŻ… (i tu laurka).
– On to nie pije DOPIERO (i tu sceptycyzm).Dlaczego mi to przeszkadza?
Życie nauczyło mnie, że zwrot, „Nie piję 24 godziny”, jest dla mnie bezpieczny.
Powoduje on, iż nie wyróżnia mnie z grupy innych alkoholików. Ani na plus, ani na minus. Jestem, po prostu, jednym z wielu ludzi, mających ten sam problem, który mam ja.
Według tradycji AA, to właśnie aktualne 24 godziny są ważne w moim niepiciu. Nie pije się dzisiaj. Nie wczoraj i nie jutro. I muszę o tym pamiętać.

Sam doświadczałem sytuacji kiedy to, po latach abstynencji – zapijałem.
Wcześniej były torty, były pochwały i poklepywania po plecach. No i co?
Jeszcze dzień wcześniej, ktoś mógł pomyśleć, że w związku z tym, iż mam tak długi „staż”, to nie wiadomo jaki jestem mądry.
Wtedy też tak uważałem

Błąd! I to olbrzymi.
Byłem taki mądry, że poszedłem pić.
Może również przez to, że mój „staż” wywoływał we mnie złudne poczucie bezpieczeństwa.
A już z pewnością zabrakło mi, do kompletu – trzeźwienia.

Dzisiaj jestem bardzo ostrożny z określaniem swojego stanu, na podstawie czasu niepicia. Siedząc na mitingu lub pisząc te słowa – jestem po prostu alkoholikiem, który ma przeżyć (na trzeźwo) kolejny dzień. I wiem, że wszyscy wokół mnie, mają (lub powinni mieć) takie samo zadanie.
Nie pomniejszam tu samego trzeźwienia, które jest fundamentalną drogą do utrzymania abstynencji. Ale to oddzielna historia mimo, że niezwykle istotna.

Nie mam nic przeciw tradycyjnym tortom rocznicowym.
Swoim i innych.

Tyle, że… W moim (!) przypadku – z dozą dobrze zrozumianej pokory, w stosunku do swojej choroby, która wcale nie jest inna, mimo jakiegoś „stażu” niepicia.

MAM NA IMIĘ PIOTR I JESTEM ALKOHOLIKIEM.

I to się liczy.
Dzisiaj.