Zacznę od dygresji:

Mój brat:
– wyższe wykształcenie,
– prawnik,
– emeryt policyjny
– lat 63.

Mogłoby się wydawać, że człowiek poważny…

Mój brat jest jedyną osobą, która dzwoniąc do mnie, gada (minimum) 45 minut. I jest pod tym względem samoobsługowy. Nawet nie trzeba mu specjalnie odpowiadać.
Wystarczy (od czasu do czasu) „zachęcić” go jakimś „mhm, aha, mmm…” czy onomatopeją, w podobnym stylu.

Drugą cechą charakterystyczną naszych (…) rozmów jest to, że jakby mnie, po godzinie tej gadki, ktoś zapytał o czym rozmawialiśmy…
NIE MAM POJĘCIA – SERIO!

Mój brat zrobiłby karierę w naszym Sejmie.
Zmarnowany talent.

Koniec dygresji.

No, więc dzwoni do mnie brat.

– Cześć, Adrian!

Dygresja:

Ja, to (w rodzinie) jestem Adrian.
Wiem, wiem…
Moi Kochani Rodzice, podczas nadawania nam imion, prawdopodobnie kierowali się jakimś tajemniczym kluczem.
Jakim?
Zabijcie, ale nie wiem.
Ja – Adrian.
Mój brat – Maurycy.
W tamtych czasach NIKT nie miał tak na imię!!!

Wiecie, jak ja miałem przejebane na podwórku???

Akcja:
Mama z szóstego piętra – przez okno:
– Adrianek, choć do domu na obiad!!!
(tak wtedy wysyłało się sms-y)

A wkoło same Antki, Andrzeje, Janki czy inne Wojtki.
No, obciach, mogiła i trauma do końca życia.

Koniec dygresji.

Jak więc wspomniałem – dzwoni mój brat, Maurycy:

– Cześć, Adrian!
– Cześć.
– Słuchaj, zostało mi jeszcze trochę układów w policji i wygrzebałem ci dobrą i dobrze płatną fuchę w resorcie. Od czasu, do czasu wpadłoby ci parę groszy.

Nadstawiam ucha.
Emerytowi, zawsze parę złotych się przyda.

– No – zachęcam.

– Jest tak. Na defiladach policyjnych, na początku idzie taki funkcjonariusz, który wali w bęben taktowy a reszta idzie za nim. Ten bęben jest na takim wózku, który ciągnie pies policyjny.

(Trochę mi zapał opadł… Pojebało go? Będę w bęben walił na policyjnej defiladzie? Wprawdzie chodziłem do szkoły muzycznej, ale nie na perkusji tylko na skrzypcach grałem)

Brat kontynuuje:
– I wiesz, zwolnił się etat. W sam raz dla ciebie, mogę ci załatwić od przyszłego miesiąca, bo niedługo Dzień Policjanta, to wiesz…

– A ten facet to zwolnił się czy umarł?
– Jaki facet…? Aaa… Nie spoko – żyje. Pies zdechł. I to po nim jest ten etat…

Wyłączam spokojnie telefon.
Gul pod kołnierzykiem – JEB!

Witamy w Rodzinie Donderów.
Czy jest w naszej rodzinie chociaż jedna, normalna osoba???
Ja pierdolę.
Kurwa!