Jeszcze na początku XX wieku, sprytne mężatki, kiedy chciały mieć jakiegoś faceta „na boku”, tworzyły (tak zwany) „świecznik”.

Polegało to na tym, że dość jawnie (dla męża) ukazywały się w towarzystwie jakiegoś, wybranego faceta.

Oczywiście, była to jedynie, taka lipa, dla męża.
Między „świecznikiem” a damą, nic nie było.

Ale…
Mąż miał zajęcie, bo podejrzewał, że jego małżonka go zdradza ze „świecznikiem”.
Cała uwaga, spryt i zazdrość męża, skupiała się na „świeczniku”. Bez sensu, oczywiście, bo na linii żona-świecznik nic takiego się nie działo, żeby można było zarzucić jej cokolwiek.

Ale, jak wiemy, mąż to mąż i podejrzewał swoje.

Tym czasem, jego kobieta, zdradzała go z zupełnie kim innym.
Facetem, który był w cieniu i mąż nie miał żadnych podejrzeń, co do jego osoby.

Odwrócenie uwagi podstawą sukcesu.
Towarzyskiego też.
Lecz, nie tylko…

Spytacie, po co to napisałem?
Życie towarzyskie dawnych elit, przeniosło się na życie społeczno-polityczno-gospodarcze, Polski XXI wieku.

Rządzący fundują nam, co chwilę nowy „świecznik”.
Zajmują nam uwagę tematami zastępczymi, na które dajemy się nabierać.
Jakieś pierdoły rozdmuchane do granic absurdu.

Zajmujemy się nimi, koncentrujemy naszą uwagę, śledzimy i…

Nie zauważamy spraw ważnych!

I to jest świetny klimat do robienia (po cichu) przekrętów i innych (karygodnych) ruchów, które są naprawdę ważne.

Coś tam podpiszą, coś tam przeredagują, kogoś tam mianują, komuś sypną kasą z państwowych pieniędzy…

A my?
Ekscytujemy się „świecznikiem”, który podtykają nam pod nos.

Brawo my!

TAK TO DZIAŁA, MOI KOCHANI